Fitness to słowo, które ogólnie kojarzy się ze sportem i aktywnością fizyczną dotyczącą kształtowania sylwetki i utrzymywania ogólnej sprawności. Branża fitness w ostatnich latach rozwinęła się w Polsce w niesamowitym tempie, jednak wraz z tym zjawiskiem doszło także do jej podziału. Obecnie istnieją 2 różne światy fitnessu, które choć oparte na podobnym założeniu aktywności fizycznej, są od siebie całkowicie odmienne na każdym możliwym poziomie.

Świat i światek fitnessu

Dla wielu fitness to pojęcie ogólne, w którym mieści się dosłownie wszystko co związane z zdrowym stylem życia, dietą, treningiem czy rehabilitacją. Jednak gdy tylko przyjrzymy się bliżej temu co dzieje się w świecie fitnessu to łatwo dojść do wniosku, że to środowisko bardzo mocno podzielone. Podzielone na tych, którzy stoją w szeregu razem w dużymi brandami np. adidas czy reebok i reprezentujący raczej fitnessowy lifestyle z mocną dawką sportu, i tych który związani są stricte z branżą sportów sylwetkowych. Ci drudzy, to ambasadorzy raczej firm suplementacyjnych i cateringów dietetycznych. Ci ludzie różnią się praktycznie wszystkim, zaczynając od wyglądu, idąc dalej przez ideę jaka towarzyszy im w sporcie, a kończąc na sposobie komunikacji z całą opinią publiczną. Te dwa oddziałujące na siebie światy czasami się przenikają, al zazwyczaj bardzo niechętnie.

Fitness na wyższym poziomie

Nie sposób opisać wszystkich różnić pomiędzy branżą fitness związaną z dużymi markami sportowymi, a branżą związaną ze sportami sylwetkowymi. Jest ich po prostu zbyt wiele. Jednak kilka z nich jasno obrazuje zarówno różnice w poziomie strategii marketingowych jak i kreowaniu sportu dla własnych potrzeb.

Fitness dużych marek sportowych już dawno zwrócił uwagę na to, że aby utrwalać się w świadomości konsumenta należy „sprzedać” ideę, z którą klient się utożsami albo nie. Dzisiejsze kampanie reklamowe dużych marek angażują do współpracy najlepszych sportowców (Robert Karaś, Joanna Jędrzejczyk, Rafał Górka) oraz najpopularniejszych influencerów jak Ewa Chodakowska, Maffashion, Karolina Gilon czy Jessica Mercedes. Wraz z poziomem sportowym czy marketingowym wzrasta uważność na takie rzeczy jak dbałość o estetykę zdjęć, wizerunek sportowca i marki oraz zgromadzoną wokół danej firmy społeczność. Kampanie reklamowe czy eventy sportowe są często przygotowywane przez wiele miesięcy czy tygodniu tylko po to, aby wszystko wpisywało się w to, co reprezentuje marka. Dla przykładu, w zeszłym roku (2017) i obecnym 2018, największe brandy sportowe zorganizowany ponad 10 dużych darmowych imprez dla każdego kto chce spróbować różnych sportów (Beat of Speed – Reebok; Love from first sweat – adidas; Joga na plaży – Nike; Here to Create – adidas). To świadczy o tym, że mimo iż każdej takiej marce zależy na sprzedaży, to potrafią także zrobić „coś dla ludzi”. Dlaczego? Bo wszystko ma znaczenie, a klient staje się coraz bardziej świadomy i wymagający.

Fitness oparty na pośladkach

Fitness sportów sylwetkowych to zupełnie inna bajka. Mimo że olbrzymia zmiana jaka zaszła w całym świecie fitnessu sprawiła, że sporty sylwetkowe stały się znacznie bardziej przystępne dla zwykłych osób i nie kojarzą się już wyłącznie z przerośniętymi kulturystami, to wciąż jest dość hermetyczna. Wiele osób nadal uważa, że fitness jest dla „gejów w legginsach”, a jedyną słuszną drogą kształtowania sylwetki jest nieograniczone budowanie masy mięśniowej. To przykre, ale niestety tak jest i świadczą o tym liczne komentarze i epitety w sieci .Ten eskapizm ludzi związanych z „oldschoolem” kulturystycznym przejawia się także w działalności firm, które starają się sprzedawać przeróżne produkty skierowane właśnie do ludzi interesujących się sportami sylwetkowymi. Często jednak to marketing na bardzo niskim poziomie – gołe pośladki reklamujące białko w kodem rabatowym do sklepu czy sesja zdjęciowa zrobiona i Patryka w piwnicy… Powodem tego nie są najczęścij pieniądze, a kreatywność, planowanie strategii reklamowej i przede wszystkim chęć kreowania zachować klientów, a nie wyłącznie odpowiadanie na jego proste potrzeby. Niestety tak to wygląda, że jeśli w internecie najlepiej lajkowane są zdjęcia nagich pośladków to firmy suplementacyjne takim torem komunikacji z klientem zaczynają się poruszać. Zysk, zysk i jeszcze raz zysk, za którym nie idzie nic oprócz kolejnej „promocji na sklepie” rzuconej jak ochłap ludziom, którzy za próbkę białka sprzedaliby nawet własną rodzinę.

Większość firm suplementacyjnych w Polsce zachowuje bierność w budowaniu świadomości klienta, a jedynie żeruje na jego naiwności. Co zaskakujące, żadna z tych firm nie wpadła jeszcze na pomysł, albo nie chciała wpaść, żeby oprócz sprzedaży oferować klientom chociażby darmowe treningi, darmowe kursy czy cokolwiek innego co będzie wartością dodaną do tego co robią.

To olbrzymia różnica, która sprawia, że to klient albo zyskuje albo traci. Całe szczęście, że świadomość konsumencka i zdrowa roszczeniowość wciąż wzrastają, bo być może już niebawem w naszej branży sylwetkowej także pojawią się ludzie, którzy zechcą nie tylko sprzedać kolejne BCAA i wyciągnąć z klienta jak najwięcej pieniędzy, ale także zrobić coś dla ogółu żeby po prostu rozwijać naszą pasję i miłość do sportu.

 

Autor: Kuba Łysiak