Mówi się, że organizm ludzki to jedno wielkie pole bitwy, na którym toczy się nieustająca batalia o zdrowie. Środowisko, jakie nas otacza, pełne jest niebezpiecznych czynników, które robią wszystko, aby nam to zdrowie nadwerężyć. Co gorsza, z tego właśnie niebezpiecznego środowiska pobieramy składniki żywnościowe, które spożywamy, nie myśląc wcale o ewentualnych konsekwencjach. Na szczęście „myśli” za nas układ odpornościowy, który potrafi tak działać, aby nie stała nam się krzywda. Rdzeniem tego układu są bakterie probiotyczne.

Zdrowie pod kontrolą

Bakterie probiotyczne to żywe organizmy służące utrzymywaniu naturalnej równowagi systemu odpornościowego. W grę wchodzi najczęściej Lactobacillus – pałeczka kwasu mlekowego. Tak się składa, że w układzie pokarmowym mamy różne bakterie. Ktoś wyliczył, że jest ich 100 bilionów, ważą w sumie około półtora kilograma, a wśród tej liczby istnieją zarówno bakterie dobroczynne jak i niebezpieczne dla zdrowia.
Utrzymująca się równowaga między nimi sprawia, że zdrowie jest pod kontrolą. Jeżeli jednak tryb życia spowoduje, że przez dłuższy czas będziemy odczuwać dyskomfort psychiczny (stres) lub fizyczny, system równowagi w jelitach zacznie się chwiać, co w rezultacie może doprowadzić do choroby.

Jest sprawą ciekawą wpływ stresu na populację bakterii. Wydawać by się mogło, że na mikroflorę jelitową ma wpływ tylko zdrowe lub niezdrowe odżywianie, a tu okazuje się, że tak ulotny czynnik zaburzenia równowagi psychicznej, jakim jest stres, również dokonuje tam niekorzystnego „przemeblowania”. Otóż dzieje się tak, ponieważ układ trawienny, tak samo jak każdy inny układ, znajduje się pod kontrolą centralnego układu nerwowego. Przykład pierwszy z brzegu: Nagle tracimy apetyt, bo akurat dowiadujemy się, że przed chwilą złodzieje ukradli nam samochód.

Z punktu widzenia anatomii powiedzielibyśmy, że te dwie okoliczności nie mają ze sobą nic wspólnego, ale zasłyszana wiadomość zostaje natychmiast przetworzona przez układ nerwowy, który wydaje odpowiednie dyspozycje wszystkim organom wewnętrznym i w ten sposób błyskawicznie zostaje zbudowana bariera „upoważniająca” układ wegetatywny do wyłączenia apetytu z kategorii priorytetów.

 

Tradycja sięga wieku

Zależność między dobrym zdrowiem a równowagą probiotyczną została odkryta po raz pierwszy na początku XX wieku przez mikrobiologa rosyjskiego, Igora Miecznikowa, który prowadził badania w kręgu długowiecznych rolników bułgarskich. Udało mu się ustalić, że spożywanie jogurtów i kefirów, a więc produktów wypełnionych dobrymi bakteriami ma istotny wpływ na długość życia w dobrym zdrowiu. To, zdawałoby się, proste odkrycie zostało nawet uhonorowane Nagrodą Nobla z medycyny w roku 1908.

Z czasem na światło dzienne wyszło, utrwalane przez lata do dziś, słowo „probiotyk”, które daje się przetłumaczyć zwrotem „dla życia” (z greckiego: pro bios). Jest ono przeciwieństwem słowa „antybiotyk”, które – jak na ironię losu – tłumaczy się zwrotem „nie dla życia” (z greckiego: anti bios), mimo że preparat antybiotyczny w przeważającej ilości przypadków właśnie ratuje życie. Rzecz w tym, że jednocześnie wyjaławia system trawienny z pokładów dobrych bakterii. To dlatego dla mikrobiologów stał się anti bios.

 

Uzupełnianie niedoborów

Obecna wiedza o probiotykach nie jest jeszcze wystarczająco duża, aczkolwiek udało się wyizolować kilka szczepów bakterii probiotycznych i dzięki temu można było „zamknąć” je w kapsułkach z pożytkiem dla pacjentów upośledzonych z różnych przyczyn niedostatkiem tych bakterii.

Bakterie probiotyczne maja tę właściwość, że wędrują po całym układzie trawiennym. Gromadzą się w jelicie grubym zakładając tam kolonię i rozmnażając się, jeżeli tylko środowisko jelita grubego na to pozwala. Oznacza to, że wszelkie zaburzenia typu zaparć lub biegunek osłabiają zdolność bakterii probiotycznych do poszerzania swojego terytorium i że należy robić wszystko, aby te zaburzenia likwidować, a następnie przyczynić się do uzupełnienia niedoborów. W praktyce robi się to za pomocą odpowiednich kapsułek.

Im więcej jest tych dobroczynnych bakterii, a także im większe terytorium wypełniają, tym korzystniej przyczyniają się do zachowania naszego zdrowia w dobrym stanie.

 

Prebiotyk pokarmem dla probiotyku

Jak wszystkie substancje żywe, tak samo bakterie probiotyczne muszą odżywiać się, aby żyć, a dzięki temu chronić nasz układ trawienny. Czym więc odżywiają się nasi dobroczyńcy?

Otóż mamy okazję zapoznać się z drugim terminem z zakresu mikrobiologii – z prebiotykiem. Proszę zwrócić uwagę: tam było „pro”, tutaj jest „pre” – tylko jedna literka inna, a zupełnie co innego znaczy. Ktoś to niefortunnie wymyślił, bo wyrazy są podobne i wydaje się, że można było znaleźć jakiś inny odpowiednik dla „prebiotyku”, ale skoro już tak się utarło, pozostańmy przy nim.

To właśnie prebiotyki stanowią pokarm dla probiotyków, czyli stanowią dla nich przysłowiowy szwedzki stół, bo naprawdę jest w czym wybierać. Prebiotykami bywają najczęściej rozpuszczalne frakcje błonnika pokarmowego, zawartego w warzywach i owocach. W niektórych jest ich mniej, a w niektórych więcej. Na pewno więcej jest ich w cebuli, czosnku, bananie, pomidorze i cykorii, a także w siemieniu lnianym, owsie (płatki owsiane!), jęczmieniu, fasoli, miodzie, occie jabłkowym i… w oleju z rekina.
Na szczęście są to produkty pozostające do naszej dyspozycji w sklepach przez cały rok, a czosnek na dodatek można przyjmować w kapsułkach, dzięki czemu nie wystraszymy przyjaciół.

 

Synbiotyk dla wygody

Ponadto przemysł farmaceutyczny osiągnął już taki poziom technologiczny, że mógł stworzyć substancję typu „dwa w jednym”. Mam na myśli synbiotyk – trzeci z kolei termin do zapamiętania. Jest to środek najbardziej wygodny dla zadbania o zdrowy układ trawienny, ponieważ w jednej kapsułce synbiotyku znajdziemy zarówno probiotyki jak i prebiotyki. Chciałoby się powiedzieć, że lepiej już być nie może, aczkolwiek jogurt, a w szczególności jogurt grecki (dobrze, że produkowany również w Polsce) jest absolutną klasa dla siebie.

Naukowcy zalecają stosowanie synbiotyku wręcz profilaktycznie w okresie zimowym. Zalecenie jest mocno uzasadnione, ponieważ niezwykle ważna dla całego organizmu jest sprawność jelit. Dawno już ustalono, że 80% komórek składających się na układ odpornościowy „mieszka” w jelitach!

 

Inwazja groźnych bakterii

Od stanu jelit zależy w znaczącej mierze nasze zdrowie, a na stan jelit wpływa przecież skład flory bakteryjnej – albo będzie probiotyczna, albo „antybiotyczna”. Im więcej jest flory probiotycznej, tym większą mamy gwarancję, że dobroczynne bakterie zwalczą ewentualną inwazję bakterii groźnych, które mogą pojawić się w układzie trawiennym w zaskakujący nieraz sposób, bo na przykład po użyciu fluorowanej pasty do zębów.

Jakby i tego było mało dodam, że unicestwieniu dobrej flory bakteryjnej służą szczepienia (dzieciom zaraz po szczepieniu należy podawać odpowiednie probiotyki w kapsułkach, które dadzą się przelać z kapsułki na łyżeczkę, jak choćby Trilac), papierosy, alkohol, cukier i kawa. Przy okazji informuję, że popularna zbożówka, czyli kawa zbożowa, zawiera inulinę. Jest to naturalny prebiotyk stymulujący wzrost pożytecznych bakterii jelitowych, jak Lactobacillus i Bifidobacterium, a występujący poza zbożówką w karczochu, cykorii, mniszku, łopianie i cebuli. Warto wziąć to pod uwagę przy wyborze czegoś do popicia.

 

Jak najdalej od słodyczy!

Wczoraj otrzymałem ciekawe wyniki ostatnich badań amerykańskich na temat oddziaływania słodyczy na florę bakteryjną. Naukowcy potwierdzili wyniki wcześniejszych badań, w których znaleźli niezbity dowód na to, że spożycie słodyczy skutkuje zabijaniem pokaźnej części dobroczynnych probiotyków w jelitach. Czy widzicie oczami wyobraźni ten szereg starszych pań stojących w kolejce najpierw w sklepie cukierniczym, a następnie u lekarza ze skargą, że jest coś niedobrego, ale „nie wiadomo, co”?

Wiadomość jest o tyle ciekawa, że na przykład miód, który jest niewątpliwie słodki, nie powoduje takiej reakcji, a wprost przeciwnie – sam funkcjonuje jako doskonały pokarm dla bakterii probiotycznych, czyli jest prebiotykiem.

To jeszcze nie wszystko, bo regres w rozmnażaniu się probiotycznych bakterii może nastąpić jako reakcja na nadmierne spożycie białka. Dieta wysokobiałkowa, mająca opinię najlepszej pożywki dla wzrostu wartościowej tkanki mięśniowej stoi więc pod znakiem zapytania. Jak widać, „wartość” czegokolwiek może mieć relatywny charakter.

Dodatkowa wiadomość dla osób leczących się antybiotykami: Otóż dla całkowitej odbudowy zniszczonej antybiotykami mikroflory nie wystarczy jedno lub dwa opakowania synbiotyku, jak radzi zwykle lekarz, o ile nie zapomni. Potrzeba na to sześć miesięcy!

Jest to najlepsza wskazówka, aby nie przesadzać z leczeniem grypy antybiotykiem, tym bardziej że lekiem z wyboru w takim wypadku nie jest akurat antybiotyk, ale preparat przeciw wirusom. Antybiotyk stosuje się dopiero wtedy, gdy zagrażają nam powikłania pogrypowe.

 

Kiszenie i kwaszenie

Aby zaopatrzyć organizm w probiotyki najprościej jak tylko można, należy często spożywać kiszone ogórki i kiszoną kapustę plus wspomniane wcześniej fermentowane mleko, czyli jogurty, kefiry, maślanka i tradycyjne zsiadłe mleko, które jednak można zrobić tylko z mleka wiejskiego, a nie przemysłowego.

Zanim jednak kupimy kapustę kiszoną, musimy nauczyć się odróżniać ją od  kapusty kwaszonej octem.  Pamiętajmy, że kwas octowy niszczy czerwone ciałka krwi (nie polecałbym śledzia w occie!), więc trzeba mieć naprawdę zaufanego  sprzedawcę, aby wiedzieć, że kupiło się produkt kiszony, a nie kwaszony. Kapusta kiszona ma kolor żółty, kwaszona biały. Kiszona jest bardzo kwaśna i ma zapach kwasu mlekowego, natomiast w kapuście kwaszonej wyczuwa się zapach octu.

 

Witamina na pierwszy ogień

Weźmy pod uwagę jeszcze inną kwestię: Jeżeli nasze jelita zostały pozbawione mikroflory (często po antybiotykach), mamy wtedy zagrożenie z jeszcze innej strony, a mianowicie – grzybicy. I znowu konieczna jest wiedza o tym, co robić, aby ustrzec się takiej plagi, bo leczenie jest długotrwałe. Dopóki jelita nie zostaną uzupełnione w dostateczną ilość probiotyków, konieczne jest przyjmowanie witaminy B complex!

W normalnych warunkach mikroflora jelitowa sama wytwarza witaminę B, jeżeli jednak zostanie ona zniszczona antybiotykiem, nie ma szans wytworzyć ją ponownie.
Prebiotykiem jako pożywieniem dla probiotyku jest też błonnik, który dodatkowo pobudza perystaltykę jelit, a przecież im sprawniejsze jelita, tym łatwiej jest im pozbyć się toksyn i złogów pokarmowych. Te ostatnie tworzą własne kolonie zakłócające funkcje zdrowej mikroflory.

U ludzi zdrowych aż 85% flory jelita grubego stanowią pałeczki kwasu mlekowego, natomiast u pacjentów ta liczba zmniejsza się w zależności od choroby i dochodzi nawet do 15-10 procent. A skoro dochodzi do tak dużego spustoszenia, to nietrudno zgadnąć, że układ immuno u takiego pacjenta prawie w ogóle nie pracuje, w każdym razie słabo chroni przed zagrożeniami.

Tak czy inaczej, warto w każdej sytuacji postawić na obowiązkowy zwyczaj spożywania produktów fermentowanych, a kefir grecki powinien być podstawową potrawą każdego dnia.