Wszyscy się cieszą. Chodzą na siłownię. Mają diety. Uśmiechają się do selfie z napiętym brzuchem czy bicepsem. Stwarzamy pozory bycia szczęśliwymi dzięki fitnessowi i temu „fit-życiu”. A jak jest naprawdę? Czy patrząc nie tylko na „fit gwiazdeczki”, które zasypują Instagrama kilkudziesięcioma zdjęciami dziennie, spędzając na zdjęciach po kilka godzin, może szczerze przyznać, że TO JEST TO? Bańka iluzji i Photoshopa nabrzmiewa, a ilość osób z niskim poczuciem wartości wywołanym przez media społecznościowe wzrasta…

Jestem motywacją

Tak postrzega się chyba większość fit gwiazdeczek z Instagrama, które zbudowały swoją popularność na kupionych lajkach albo po prostu na umiejętny sprzedawaniu swojej osoby. Zacznę od końca, pytając czy rzeczywiście te osoby są taką motywacją? Czy pokazywanie pół nagiego ciała, ekstremalnego wyrzeźbienia, rygorystycznej diety, wielkich pośladków to sposób na ZMOTYWOWANIE młodej kobiety, mamy z dzieckiem czy laski z korporacji? Wątpię.

Ludzie oglądają nas z ciekawości, z chęci podglądania, a niekoniecznie dlatego, że jesteśmy idolami dla mas. Chociaż takie myślenie może się nam podobać i schlebiać. Co więcej, im częściej przyglądam się wszystkich tym celebrytom świata fitness to mam wrażenie, że wszystko co robią, robią wyłącznie dla własnej korzyści. Zapominają tych, którzy przecież ZBUDOWALI im tę popularność. A my oglądający, zafascynowani tym co widzimy codziennie rano na ich profilach oddajemy się im we władanie. Tak właśnie rodzi się problem w naszej głowie. Tak właśnie rodzą się kompleksy powstające z ciągłego porównywania.

 

Ja nie chcę być FIT, ja MUSZĘ być fit

Odpalasz Insta i widzisz przeszczęśliwych fitnessiaków. Odpalasz Dzień Dobry TVN a tam jakiś trener skacze od rana i krzyczy „Ty też możesz, bądź z siebie dumny”. Wchodzisz na siłownię, a tam każdy w formie. Zaczynasz się zastanawiać – ‚Co ja właściwie tu robię? Jak zacząć? Kiedy Ci wszyscy ludzie zaczęli tak cudownie wyglądać?” I masz zupełną rację.

Wysyp zawodniczek Bikini Fitness, chłopaków, którzy nie poradzili sobie z presją na siłowni i zaczęli brać „towar” żeby szybciej wpisać się w kanon i Ty… zagubiony, trochę wystraszony i zdołowany, bo po pierwsze nie wyglądasz jak oni, po drugie, nie chcesz iść tą drogą, a po trzecie wkurza Cię ta cała medialno-społeczna nagonka na to, że MUSISZ, MUSISZ, MUSISZ być aktywny! Bo jak nie będziesz to znaczy, że nie zależy Ci na Twoim zdrowiu, że o siebie nie dbasz i tak w ogóle to niebawem umrzesz. Cóż, można się trochę zasmucić…

 

Instant Fit

Fakt, że BOOM na fitness przyszedł nagle, to ilość informacji, reklam, ludzi ćwiczących, fit gwiazdek wzrosła nieporównywalnie szybciej niż w innych krajach Europy. Jest się z czego cieszyć, jednak każde takie zjawisko, zwłaszcza powstające tak szybko, może rodzić patologie. Główną, którą osobiście zauważam to BRAK NORMALNEGO PODEJŚCIA.

Albo trenujemy na maxa i od razu chcemy startować w zawodach, niezależnie za jaką stawkę (bo to przecież popularne i każdy ma Instagramie „future competitor”), albo całkowicie nie robimy nic i tylko jemy chipsy. Zachłysnęliśmy się tym, całym fitnessem, a Ci którzy nie zdążyli pójść razem z trendem, albo dopiero teraz chcą z niego zaczerpnąć są na samym końcu łańcucha „cudowności”.

I znów, to frustrujące. Może rodzić masę kompleksów, zwłaszcza kiedy chcemy coś ze sobą zrobić, ale nie do końca wiemy jak i nie do końca mamy także cierpliwość. A przecież na siłowni już czeka cała ekipa fit ziomków, z pudełeczkami, koszulkami na ramiączka i profilami na Insta po 60 tys. followersów.

Szczerze, nie zazdroszczę w tym momencie kobietom, które naprawdę inaczej postrzegają własne kompleksy mające większy negatywny wpływ na ich samozadowolenie i samoocenę. Z pewnością o wiele trudniej zaakceptować im fakt, że wszystkie kobiety na siłowni wyglądają jak milion dolarów, a one niekoniecznie. Potrzeba niesłychanej motywacji i samozaparcia żeby nie uleć myśleniu – „jestem gorsza”.

 

Brakuje pozytywnych bohaterów

W tym całym zamieszaniu, manii nad kształtowaniem ciała, bycia instagramerem i motywatorem wciąż brakuje większej ilości ludzi z normalnym nastawieniem. Brakuje tych, którzy nie będą wciskać haseł, że musisz, że chcesz i powinnaś. Że życie to nie tylko trening, dieta i bycie non stop idealnym, a raczej to potknięcia, trudne sytuacje, brak czasu, utrzymanie rodziny i chęć spędzania czasu z przyjaciółmi i wyjazdy na urlopy, na których nie będziemy zastanawiać się co nam wolno, a czego nie.

To moment w fitnessie, w którym taki trend będzie powoli zbierał coraz większe rzesze zwolenników. Wszyscy zaczynamy być zmęczeni tym samym contentem na Instagramie, nieprzerwaną walką „o lepsze ciało” i narastającą sztucznością. Dlatego jeśli do tej pory wahaliście się czy takie myślenie jest dla Was DOBRE, to z całą mocą mówię – TAK. Bądźcie sobą, róbcie to, co uważacie za najlepsze dla Was i nie ulegajcie modzie na fit tylko dlatego, że akurat dziś jest to popularne.