Ostatnimi czasy możemy zauważyć wielki bum na „fit lifestyle”. Przepełnione kluby fitness, kolejki do sprzętów na siłowni, ogrom tematycznych czasopism na rynku prasowym oraz poradników, płyt z ćwiczeniami czy materiałów dostępnych w Internecie. Możemy śmiało powiedzieć, że „fit lifestyle” zalał nasze życie w każdym możliwym aspekcie. W tym wszystkim i my kobiety musimy się jakoś odnaleźć. Często jesteśmy trochę pogubione i niepewne tego, co i jak mamy ze sobą robić. Czy mamy realną potrzebę zmian sylwetki, czy bardziej kieruje nami owa „moda”? Jeśli już mamy zamiar wprowadzenia zmian w naszym życiu, to musimy zastanowić się czego tak naprawdę chcemy i oczekujemy od naszych treningów? I w końcu, jak się w tym wszystkim nie pogubić, skoro jest tyle różnych specjalistów, pomysłów, diet, systemów treningowych itd. itd.? Jaki mam cel? Oczekiwania kontra rzeczywistość.

Niemalże każda kobieta rozpoczynająca przygodę z aktywnością fizyczną ma z góry wymarzony schemat: płaski brzuch, wąska talia, smukłe nogi i piękna pupa. Generalnie w większości oczekujemy od treningów cudów świata w postaci zrobienia z nas bajkowego ideału. Cel zacny, jednak jak on się ma do rzeczywistości? Każda z nas jest inna – zaczynając od genetyki, przez tryb życia, po inne uwarunkowania fizyczno-psychiczne. Rozpoczynając aktywny tryb życia, jak najbardziej wskazane jest by mieć cel, do którego będziemy dążyć. Dobrze jednak, aby nasz cel był realny i konkretny. Nie wpajajmy sobie na wejściu „chcę być idealna!”, tylko obierzmy cel mniejszego i bardziej realnego kalibru „chciałabym zrzucić parę kilo”, „chciałabym zwiększyć siłę i wygląd moich mięśni”, „chciałabym cieszyć się świetną kondycją”. Już z samego wypowiedzenia tych słów, widzimy iż brzmią one bardziej realnie i logicznie, niż „bycie idealną”.

W momencie, kiedy mamy chociażby ramowo sprecyzowany kierunek naszego celu, warto jest zasięgnąć wiedzy i pomocy, jak możemy owy cel osiągnąć. Doskonale wiemy, że rynek zalewa ilość publikacji dietetyczno- treningowych. Wielość porad i podpowiedzi jest tak rozległa, że częściej się w tym gubimy, niż realnie z nich korzystamy. Czytamy coś, co napisał ktoś poparty autorytet w tej dziedzinie, a za chwilę inny autorytet prawi coś kompletnie odwrotnego, więc…jak żyć? Jeśli jesteśmy ćwiczącymi amatorami, warto znaleźć swój własny autorytet – czy to trenera, czy konkretną grupę specjalistów „mówiących jednym głosem” i zaufać ich fachowości. Skacząc z kwiatka na kwiatek próbując co tydzień innej diety, czy systemu trenowania prędzej zwariujemy, niż przyniesie to zamierzony efekt.

Co dalej? Najważniejszym punktem wyjścia jest zrozumienie powtarzanej do znudzenia wręcz zasady, iż odpowiednio zbilansowana dieta + aktywność treningowa, to NAPRAWDĘ klucz do fajnej sylwetki. Możecie mi wierzyć drogie Panie, że jako trenerka z przysłowiową „kratą na brzuchu” nie byłam nigdy w magicznej kapsule, która mnie zaczarowała, ale- tak samo, jak większość wysportowanych ludzi stosuję od lat właśnie powyższą zasadę. Bez względu na to, czy chcemy schudnąć, wyrzeźbić ciało, czy może wręcz w wręcz nabrać masy, zasada jest ta sama – dobrze dobrana pod nasze uwarunkowania i stan zdrowia dieta, a także trening.

Głodzenie się, to nie redukcja, a opychanie bez opamiętania czym popadnie, to nie przyrost mięśni. Każdy człowiek ma podstawową przemianę materii. Na kaloryczność diety składają się makroskładniki, czyli: białko, węglowodany i tłuszcze (oraz błonnik, witaminy i minerały), których zapotrzebowanie wylicza się dla każdego człowieka ze specjalnych wzorów. Mając tę bazę i chcąc stworzyć dietę pod konkretny cel ‘bawimy się’ makroskładnikami tak, aby w połączeniu z wysiłkiem fizycznym dawały upragniony przez nas efekt. Nie będzie to tajemnicą, że spotkanie z dietetykiem, czy trenerem, przynajmniej na tzw. start, jest bardzo wskazane, bowiem dostajemy czyjąś wiedzę, dzięki której cel będzie łatwiejszy do zrealizowania.

Jak trenować, by zdrowego ducha zachować?!Jak już wspomniałam na wstępie, każda z nas upatruje w swoich treningach pewnych efektów i dąży do konkretnego celu. Większość Pań chcących schudnąć potrafi spędzać na maszynach cardio (typu rowerek, bieżnia) nieludzką ilość czasu, a ciężaru (w postaci nawet małych handelek) boi się, jak ognia, bo przecież „nie chce wyglądać, jak chłop!”. Oczywiście nie chcę tu generalizować i wrzucać wszystkich do jednego „fit-worka”, jednak ten schemat jest najczęstszym, z którym spotykam się w swojej pracy zawodowej od lat.

Drogie kobietki, żeby wyglądać jak facet nie trzeba wcale ciężarów – mnie czasem wystarczy, że się nie wyśpię i nie pomaluję, a tak na poważnie, to musimy sobie raz na zawsze wbić do głowy, że nasze naturalne uwarunkowania fizjologiczne i genetyczne nie są tak rozwinięte, aby łatwo było budować nam dużą masę mięśniową. Wszystko rozgrywa się głównie na polu hormonalnym. My kobiety nie produkujemy testosteronu (tzn. produkujemy jego znikome ilości), co adekwatnie nie pozwoli nam na męski rozrost mięśni. Trening siłowy może (przy odpowiednio dobranej diecie!) pięknie ukształtować nasze ciało.

Po pierwsze, musząc zmierzyć się z ciężarem mamy o wiele większy wydatek energetyczny, niż podczas np. chodzenia po bieżni (większe spalanie tkanki tłuszczowej!).

Po drugie, pracując z ciężarem w pewien sposób profilujemy mięśnie i nadajemy im kształt, no na Boga, jak chcecie zrobić zgrabny tyłek podczas cardio?! Nie ma takiej siły! Nawet praca z ciężarem własnego ciała da nam na pewno więcej, niż tylko cardio. Odpowiedni dobór ćwiczeń siłowych pod Wasz typ sylwetki + jako dodatek trening cardio, czy interwały to sprawdzona droga do fajnych efektów (nie zapominając o bilansie kalorycznym!).

Nie bójcie się pytać, nie bójcie się trenera personalnego, nawet jeśli jest nim ogromny Herkules przyprawiający Was o nieśmiałość. Nie bójcie się hantli, sztangi, czy maszyn. I oczywiście nie bójcie się dobrze i zdrowo jeść! Nie od parady mówi się, że: SIŁA JEST KOBIETĄ. Nie jesteśmy od panów ani lepsze, ani gorsze- po prostu jesteśmy silne i tą siłę wręcz należy przełożyć na turbo trening i motywację do zdrowej diety.

oprac.: Adrianna Kalisz (trener personalny, instruktor fitness).