Na warszawskim Mokotowie, gdzie restauracji, knajp i streetfoodowych miejsc jest cała masa znalazło się miejsce nieco inne niż wszystkie. Czyste, duże, z całą masą kwiatów, świetnych dodatków i przede wszystkim przedobrego jedzenia. Dlaczego poszliśmy akurat tam? Proste. To miejsce, którego celem jest bycie restauracją z najświeższym jedzeniem w Warszawie…

LiF – Life is food

Park Jordanowski na warszawskim Mokotowie. Jeden z najbardziej znanych i obranych przez dzieci i rodziców. Na końcu ulicy mieści się stara kamienica. To w niej znajduje się ukryty za wysokim żywopłotem LiF. Wygląda niepozornie tylko po to, aby uderzyć swoją estetyką, prostotą i wystrojem w środku.

Wchodzisz i od razu czujesz się jak w domu. Mnóstwo kwiatów, drewnianych mebli, dużo dziennego światła. Widać, że ktoś miał pomysł na to, co wnętrze ma mówić o całej idei tego miejsca.

 

Idea świeżości i kontynuacja tradycji

LiF wszedł w miejsce innej knajpy – Biosfery, która była stricte wegetariańska. Założyciele LiFu postanowili więc kontynuować tradycję i utrzymać to miejsce w taki sposób, aby spełniało oczekiwania wegetarian i mięsożerców przy jednoczesnej gwarancji jakości i świeżości.

Rozmawiając z managerką LiF – Olą, dowiedzieliśmy się, że głównym pomysłem na prowadzenie tego miejsca jest bycie najświeższą restauracją w Warszawie. Dowodem na to jest fakt, że w LiF nie ma zamrażarek i żadne składniki wykorzystywane do dań nie są przetwarzane ani mrożone. Wszystko przygotowywane jest na zamówienie tak, aby było jak najświeższe.

Bezalkoholowo

Wchodząc do LiF widzieliśmy bardzo dużo osób. Praktycznie wszystkie stoliki były zajęte. Każdy coś jadł, niektórzy pracowali, inni zajmowali się dziećmi. Nikt nie pił alkoholu. Dziwne? Nie. LiF jest częścią parku, dlatego też nie ma prawa sprzedawać alkoholu. Jednak to nie jest problemem. Managerka Ola mówi, że w kwestiach finansowych nie stanowi to żadnego problemu. Klienci przychodzą, ą zadowoleni i wcale nie zastanawiają się nad tym dlaczego nie można wypić butelki dobrego wina.

To niezwykle ciekawe i imponujące, że da się prowadzić knajpę w dużym mieście nie zapewniając ani kropli alkoholu. Być może pewną zasługą jest także to, że w LiF możecie wypić mega dobre koktajle. My nie odmówiliśmy i spróbowaliśmy 2, które najczęściej się sprzedają. I rzeczywiście. Nikt nawet przez chwilę nie pomyślał, że fajnie byłoby się napić piwa.

 

Nie wierzysz na słowo? Po prostu spróbuj!

Wypiliśmy z Paulą koktajle. Nie ukrywaliśmy, że jesteśmy głodni. Chodziliśmy z miejsca na miejsce, nagrywali Instastories i czekaliśmy aż danie główne pojawi się na stole. Ja zamówiłem burgera z ananasem, a Paula placki z cukinii z sosem z nerkowców. Poszedłem w klasykę, ona jak zwykle w eksperyment!

Po pierwsze – sposób podania naszych dań był świetny. Wszystko idealnie wyglądało, było estetyczne, kolorowe i w klimacie dania. Długo robiliśmy zdjęcia zamiast jeść, bo szkoda było psuć cały ten efekt.

Po drugie – smak mojego burgera był ………(cenzura wycięła to słowo). To było coś przepysznego. Pewnie jak większość facetów lubię burgery, ale ten był jednym z lepszych jakie w życiu jadłem, serio. Sos, ananas, mięso i lekko słodka brioszka. Zamiast frytek pieczone ziemniaki – TOP!

Czuć było, że rzeczywiście wszystko jest świeże. Każdy składnik był osobnym bytem z własnym wyraźnym smakiem, a jednocześnie udanym całościowym daniem. I szczerze, jeśli ktoś szuka coraz to nowych miejsc na dobrego burgera (co w ogóle nie kojarzy się z LiF) to zachęcam Was do odwiedzenia tego miejsca.

  

A na deser… deser

Zaczynamy kochać warszawską gastronomię za to, a przynajmniej miejsca, które odwiedzamy, że gościnność polska znajduje tu swoje szerokie ujście. W LiF było podobnie, przemiła obsługa i managerka Ola od razu zaproponowali nam deser. Polecono nam sernik z ricotty i białej czekolady z granatem. Lubię słodycze, ale raczej okazjonalnie i najczęściej sięgam po nie, bo chcę odrobiny słodkiego smaku. Paula z kolei to masterka w gotowaniu i pieczeniu, dlatego dla niej słodycze mają zupełnie inne znaczenie, co było widać i słychać podczas próbowania sernika – „Hmmm mogłam wziąć większy kawałek. Kocham białą czekoladę”.

Po raz kolejny dziękuję wszystkim tym, którzy przyjęli nas ciepło. LiF to na pewno restauracja, w której zagościmy ponownie, być może już niebawem. LiF szykuje 2 niespodzianki, które w warszawskiej branży gastronomicznej rozniosą się wielkim echem, a my mamy nadzieję, będziemy tego częścią.

https://www.instagram.com/restauracjalif/