Gdyby spojrzeć w kalendarz świąt nietypowych to codziennie mamy Dzień Czegoś Innego… Gdyby poszperać dokładniej pewnie Dzień Idealności także by się gdzieś znalazł. Nawet jeśli go nie ma, to wydaje się, że w ogólnej świadomości, zwłaszcza tej internetowej, taki dzień jest dosłownie CODZIENNIE. Tylko jak tu być codziennie idealnym? I w zasadzie po co?

Carpie diem

W postrzeganiu samych siebie oraz w tym jak postrzegają nas inni jest duża rozbieżność. Z jednej strony „Świat” oczekuje, że będziemy idealni, będziemy świecić przykładem, a z drugiej wiemy, że aby być idealnym musimy non stop się rozwijać i to tak naprawdę niekończąca się nauka.

Zatem jak można być idealnym skoro przez całe życie do tego dążymy nie osiągając tej idealności? Mimo tej świadomości pewnie większości z nas i tak czujemy, że wszędzie wokół są ładniejsi, piękniejsi i bogatsi. Dla jednym to motywacja to cięższej pracy, dla innych zaś kotwica ciągnąca w dół. Zatem czy jest sens w ogóle się porównywać i uzależniać postrzeganie samego siebie przez pryzmat innych ludzi?

Są rzeczy ważniejsze niż…

Bycie idealnym. To walka z wiatrakami, często wiatrakami z Instagrama, którzy za pomocą filtrów i photoshopa mówią, że innej drogi nie ma. Nęci to, kiedy widzimy wiecznie uśmiechniętych, wypacykowanych ludzi, którzy dają nam przepis na sukces w życiu. Warto jednak pamiętać, że to tylko jedna strona lustra, które często zamiast być odbiciem realnym staje się krzywym zwierciadłem. A my właśnie oglądamy to co skrzywione. Bo przecież wszyscy Ci ludzie mają te same problemy, robią kupę, bola ich brzuchy, mają złe dni i wyglądają tak, że najchętniej zostaliby w domu pod kołdrą.

Dlaczego więc tak bardzo patrzymy w ich stronę wzorując się na nich zamiast samemu się definiować i szukać własnej drogi do szczęścia? Przecież to my sami wiemy co dla nas najlepsze, a doświadczenie ludzi pokazuje, że ani popularność, ani uznanie ani pieniądze tego szczęście nie dają. Wszystko jest kwestią tego, co mamy w głowie.

Budzisz się rano i coś się przestawia w głowie

Na naszych oczach zmienia się to, co przez ostatnie lata była trendem i cieszyło się wielką popularnością. Napompowana sztuczność, uśmiechy do selfie i wynajęte samochody do zdjęć przestają imponować, a w miejsce próżności pojawia się SAMOŚWIADOMOŚĆ. To ona właśnie daje nam poczucie tego, że w końcu panujemy nad otaczającym nas światem i to, co obok nie jest już tak ważne, jak to, co w środku nas.

Czy jeśli właśnie u Was doszło do takich przemyśleń, to czy tak stan umysłu nie jest orzeźwiający? Czy nagle nie jest tak, że mówimy – „ehhh i po co mi to było? Czemu tak bardzo zależało mi na tym co ludzie powiedzą?”

Dojrzewamy i stwierdzamy, że po prostu są rzeczy ważniejsze i lepiej być kowalem swojego losu niż powierzać go influencerom z Instagrama.

Dlatego tak bardzo cieszy fakt, że coraz więcej z nas odrzuca to wszystko, zaczyna skupiać się na sobie i wierzyć we własne siły a nie złotouste czcze porady jak żyć. Widać, zwłaszcza wśród całej społeczności Gym Hero, że takich osób jest coraz więcej. I to niesamowite uczucie być częścią tego procesu, który przywraca wiarę w ludzi.