W 2017 roku portal Happy Cow uznał Warszawę za jedno z najbardziej przyjaznych im miast w skali globu. Przyczyniła się do tego także sieć wegańskich restauracji Tel Aviv Urban Food – dzisiaj to już cztery punkty w klimatycznych częściach miasta. W 2017 roku powstały trzy nowe lokale – jest to część autorskiego konceptu „Wegańskie jedzenie na rogu każdej ulicy”, za którym stoi Malka Kafka – start-up’erka, a z pasji restauratorka. Tworząc warszawską mapę miejsc, do których warto przyjść na zdrowy posiłek, postanowiliśmy odwiedzić Tel Aviv Urban Food mieszczący się przy Al. Niepodległości 142A. Nasi redaktorzy i foodies, którzy starają sie ograniczać mięso do minimum – Ola i Konrad – przetestowali wegańskie potrawy i porozmawiali z Malką. Jak im smakowało? Przeczytajcie!

Ola – Buddha Bowl

Rano wstałam lewą nogą. Drogę przebiegł mi czarny kot, nasiliły się objawy mojego przeziębienia i złapał mnie deszcz. Idąc do Tel Avivu stwierdziłam, że posiedzę tam trzydzieści minut, odpuszczę trening na siłowni i pójdę pracować z domowych pieleszy zawinięta kocem w burrito of sadness. Na szczęście, już po przekroczeniu progu lokalu, przesympatyczny menager – widząc moje kiepskie samopoczucie – zaproponował rozgrzewającą lemoniadę z imbirem i cytryną na gorąco. Faktycznie, był to strzał w dziesiątkę. Obserwując zacinający za oknem deszcz, piliśmy z Konradem płyn o działaniu podobnym do eliksiru rozgrzewającego przygotowywanego przez panią Pomfrey w „Harrym Potterze”. Rozgrzał aż po cebulki włosów.
Długo nie mogłam się zdecydować na jedną pozycję z menu. Wahałam się między szakszuką, zestawem mezze, a Buddha Bowl. W końcu zdecydowałam się na tę ostatnią. Uwielbiam mieszanie smaków, lubię, gdy w misce znajduje się wiele składników, które można dowolnie łączyć i samodzielnie komponować. Ta pozycja w menu jest zdecydowanie godna polecenia. Bowl składa się z miksu ziaren (quinoa, soczewica, ryż), sałaty, hummusu, falafeli, szwarma (z soczewicy, delikatnie przypominająca jackfruit, przepyszna!), buraków, balsamico, ogórka, pomidora, kiełków, ziaren, cebuli – wszystko skropione dipem kolendrowo-cytrynowym. Szczególnie smakowała mi szwarma, delikatnie słodka, o konsystencji i strukturze pulled pork. Parafrazując złotą myśl babci – falafelki zjadłam, ryżu odrobinę zostawiłam. Najadłam się po uszy, wzmocniłam się gorącym napojem i – koniec końców – poszłam też na siłownię. Jutro, jeśli przeziębienie znowu da się we znaki, nie będę marudzić. Po prostu wpadnę znów na imbirowy eliksir i może – przy okazji – zjem szwarmę z warzywami. Czuję, że będzie warto!

Konrad – Buddha Burger XL

Tel Aviv to znana mi miejscówka, ale pierwszy raz miałem okazję ją odwiedzić. Żałuję, że tak długo zwlekałem! Miejsce jest przyjemne, bezpretensjonalne, a niezwykle miła i bardzo pomocna kelnerka, świetnie nam doradziła. Zdecydowałem się na Buddha Burger XL. Warto tu dodać, że na nasze zamowienie czekaliśmy naprawdę krótko, za co daję dużego plusa. Z prawdziwie wegańskim burgerem zetknąłem się pierwszy raz i od razu taki sztos. Buddha Burger to świetna i syta kanapka, która jest tak dobra, że nie zatęsknicie za kawałkiem mięsa z Mac’a. Mieszanka oryginalnych ziół, nasion i warzyw swietnie skomponowanych w pożywny posiłek to zawsze dobry wybór na lunch na mieście. W menu wypatrzyłem już kilka pozycji, które na pewno niebawem przetestuję, bo „garnuszek coco curry” brzmi jak dobry pomysł! To był naprawdę brzydki dzień, ale z Tel Avivu wyszliśmy o wiele szczęśliwsi.

więcej info o Tel Aviv Urban Food : tutaj

Malka Kafka

fot: Wojtek Olszanka

W domu najczęściej gotuję: Kolacje. uwielbiam kończyć dzień siedząc z moim chłopakiem na sofie, trzymając nogi na stole, a talerz na kolanach.

W moim lokalu najczęściej jem:
Oczywiście hummus. Niezmiennie od 7 lat. Wspaniały

Muzyka, przy której gotuję: Klasyczna. Nigel Kennedy. Cztery Pory Roku i Depeche Mode, puszczana przez mojego chłopaka.

Serial / film, z którego zaczerpnąłem kulinarne inspiracje to: Życie! Nie oglądam seriali TV. Są jak narkotyk. Szkoda mi mojego czasu.

Najbardziej fit danie w moim lokalu to: Paluszki warzywne ))). Nigdy nie myślałam o tym żeby karmić ludzi „fit”. Karmię ich zdrowo i smacznie.

A tym, którzy dopiero zaczynają swoją vege przygodę polecam: Coco Curry. Mięsożercy są pewni, że jedzą kurczaka. I o to chodzi! Roślinożerność nie musi być bolesna i pełna wyrzeczeń.

Bestseller lokalu: Pita Falafel i Coco Curry. Ale od tego sezonu wchodzi kofta – delikatne pulpeciki w super aromatycznym sosie z pomidorów i mleka kokosowego. Totalne!

Gdy nie jem w moim lokalu, najczęściej chodzę do: Namaste India, Aruana, Thaisty, Lokal Vegan Bistro

Ulubiona pozycja na duży głód: Pozycja z otwartą buzią 😉 Organizuję orgię kulinarną. Obiad z 6 dań. Jestem nienasycona i jem dużo i szybko żeby zdążyć zanim uruchomi się w mózgu ośrodek sytości . Uczucie najedzenia jest orgazmiczne.

Ulubiony składnik w kuchni: Oliwa. Dobra oliwa jest dobra na wszystko. Zwykłe warzywa, jeśli w ogóle można mówić, że warzywa są zwykłe, dostają szlachetności. Jeszcze większej niż miały bez oliwy. Do sałatek i szybkiego podsmażenia.

W mojej lodowce nie może zabraknąć: W kuchni w ogóle, nie może zabraknąć świeżych warzyw i owoców. Jeśli nie zjem codziennie jakiejś trawy, czuję, że moje życie jest pozbawione sensu 😉

Gdy mam tylko 30 min a jestem głodna, to: Zupa tajska! 10 minut na gotowanie, 10 minut na zjedzenie i 10 minut na rozpływanie się w błogim odczuciu gorąca i najedzenia płynącym z brzucha.

 

Konkurs!

Żebyście mogły samodzielnie przekonać się o tym jak smakują wege burgerki, falafele i bowle pełne roślin – mamy dla was dwa vouchery (po 50 zł każdy) do wykorzystania w Tel Aviv Urban Food  na Niepodległości 142a i Mickiewicza 19 do końca tego roku.
Co zrobić, aby wygrać? Napiszcie w komentarzu (koniecznie zostawcie do siebie adres mailowy!) pod artykułem – jaka wege potrawa jest waszą ulubioną! Wyniki konkursu – w poniedziałek, 27 listopada o godzinie 16!
Powodzenia!