Monstery, paprocie, fikusy, pnącza… Moda na rośliny w pokoju, na tumblurowe wnętrza białych biur urządzonych w skandynawskim, minimalistycznym stylu trwa. Trend jest – oczywiście – świetny, jednak – jak każdy inny – może przeminąć. Nie brak osób, które nie do końca zdają sobie sprawę z tego, że roślina też żyje, potrzebuje opieki, podlewania i odpowiedniego oświetlenia. Ukochana monstera, po obfotografowaniu i wrzuceniu na instagramowe konto, bywa zostawiona smętnie na parapecie, fikus, pięknie zieleniejący dzięki filtrowi „juno” gubi liście i domaga się wody… Sporym problemem jest także zostawianie roślin w biurze. Smutnymi pędami postanowił zaopiekować się Frederik Busch – fotograf z misją. Tej szczytnej idei poświęcił 8 lat swojego życia.

źródło: frederikbusch.de

Paprotka zwana Amelką

Busch do tematu podszedł w nieco nietypowy sposób. Fotografował rośliny biurowe, które mają przed sobą ostatnie dni życia. Paprociom, kwiatom i na wpół ususzonym łodygom nadawał imiona, a wszystkie zdjęcia nazywał portretami, nadając im osobliwe tytuły, np. „Renee, która dotrzymuje tajemnicy”, czy „Ute, który śni na jawie”. W ten sposób zwraca uwagę na to, że rośliny naprawdę żyją i wymagają od właściciela pielęgnacji. Cel szczytny, zdjęcia piękne. Może teraz zastanowimy się dwa razy, zanim kupimy kolejną „instagramową” roślinę na designerskie biurko?

źródło: frederikbusch.de

źródło: frederikbusch.de