Do tej pory zastanawiam się, który z tytułów najlepiej oddaje skalę kryjącego się za nim problemu. Może dosadniej brzmi: ” baba babie wilkiem ”, a może wystarczy zwykłe pytanie: Skąd biorą się kompleksy i zaburzenia odżywiania u wielu kobiet?

My kobitki mamy bardzo ciekawą naturę. Z jednej strony przybieramy role opiekunek całego świata. Przepełnione miłością i empatią, spełniamy się w roli matek, córek, żon i sióstr. To piękne, że o swoich najbliższych walczymy niczym wilczyca o swoje młode.

Ale gdzie podziewa się ten instynkt, gdy na naszej drodze staje inna kobieta? Nie daj boże ładniejsza od nas! Zamiast się wspierać, wolimy obrzucić się błotem, powbijać szpile, powiedzieć coś obraźliwego, a najlepiej obgadać za plecami. Traktujemy bycie kobietą jak jakąś konkurencję czy pokaz mody. Nie chcemy być postrzegane tylko w kategorii ładnych buziek, a same podstawiamy sobie nogę, szerząc żeńsko-żeńską nienawiść.

Przykładów wcale nie trzeba szukać daleko. Wystarczy wybrać się na najbliższą siłownię. Osobiście uważam, że osobami, z którymi najmniej przyjemnie jest tam przebywać, są właśnie kobiety. Naprawdę niewiele z nas czuje się w takim miejscu komfortowo, a przecież siłownia to miejsce, w którym każdy ma prawo walczyć o smukłą sylwetkę – również osoby, które mają sporo do zrzucenia.

Dlatego nigdy nie zrozumiem tych spojrzeń pełnych pogardy czy zbędnych komentarzy w kierunku początkujących osób. Kobiecy radar potrafi wtedy jak na zawołanie włączyć program wrednej jędzy, dumnej divy, z której na pewno warto brać przykład. Tak jakby osoba z najlepszym tyłkiem była przy tym najlepszym wzorcem do naśladowania.
Pamiętajcie! Żadna z nas nie rodzi się od razu boginią seksu. Tylko ciężką pracą i wyrzeczeniami osiągamy ten sukces. Więc podcinanie skrzydeł osobom początkującym w żaden magiczny sposób nie powiększy naszej pupy czy innego mięśnia, jedynie zwiększy nasza zgorzkniałość.
Całe szczęście nie jest to normą, a raczej zachowaniem marginalnym. Ale ten margines jest zdecydowanie za duży!

Póki co uważam, że jedyne co osiągamy takim zachowaniem, to coraz większy ”napis” w głowie takiej dziewczyny – KOMPLEKSY. Taki rodzaj krytyki wobec siebie jest już chyba wpisany w nasze kobiece ja, przez co łatwo wkraczamy na ścieżkę zaburzeń. Brniemy w otchłań chorób, które choć na chwile dadzą nam złudną nadzieję na osiągnięcie wymarzonej sylwetki.
Niestety coraz częściej marzenia o smukłych ciałach przysłaniają nam konsekwencje szybkiego i nieprzemyślanego odchudzania. Nie każda z nas ma na tyle silną osobowość, by przeciwstawić się wszechobecnej zawiści i obrócić próbę demotywacji w motywacje do działania, nie tracąc przy tym zdrowia.

Oczywiście mam świadomość, że piękna sylwetka zawsze będzie na którymś z pierwszych miejsc kobiecego ”must have”, ale liczę, że czytają to mądre babki, które cierpliwie pracują na swój sukces. Niech obce będzie nam wywyższanie swojej wewnętrznej divy ponad inne przedstawicielki płci pięknej.
Znajdźmy w sobie na tyle odwagi i pokory, by patrząc na inną kobietę, nie zazdrościć, a docenić jej pracę. Miłe słowo może mieć równie silną moc co te złe.