MOJA HISTORIA – POCZĄTKI ZABURZEŃ ODŻYWIANIA

Cześć! Tu Klaudia, witam Was serdecznie w kolejnym poście dla Gym Hero Life 🙂 Kilka dni temu na naszym Instagramie umieściłam ankietę odnośnie tematyki kolejnego postu. Pytałam czy podzielić się najpierw historią dotyczącą przemocy, której doświadczyłam w szkole, czy zaburzeń odżywiania z którymi zmagałam się do niedawna. Szczerze mówiąc różnica była niewielka, ale w efekcie końcowym minimalnie wygrały zaburzenia odżywiania. Tak też myślałam, ponieważ temat ten jest bardzo na czasie i coraz częściej mówi się o nim głośno. Oczywiście bardzo, bardzo mnie to cieszy, im więcej osób poruszy ten temat tym lepiej, ale zdziwiły mnie też wysokie noty w głosowaniu odnoście przemocy w szkole. Dostałam także kilka wiadomości prywatnych od osób, które zostały ofiarami przemocy i nie wiedzą jak sobie z tym poradzić. Nie spodziewałam się aż tak dużego odzewu.. Ale spokojnie, temat przemocy poruszymy jako kolejny i zrobimy tak, aby nikt z Was nie został ze swoim problemem sam.

Jest niedziela, siedzę nad tym postem już od piątku wieczór i ciągle to samo. Co napiszę, to skasuję i tak w kółko. Dlaczego tak kiepsko mi idzie? A no dlatego, że miałam dylemat jak ten post skonstruować. Biłam się z myślami, czy postawić na teorię, suche fakty, czy pójść w inną stronę i opisać Wam moją historię.. Jak to wszystko się zaczęło, jak przebiegało, a także jak sobie z tym poradziłam. Szczerze mówiąc, gdy oglądam lub czytam artykuły związane z tym tematem to o wiele bardziej działają na mnie historie innych młodych kobiet, niż suche teorie i definicje. Przez okres pięciu lat popełniłam wiele błędów, nie tylko dietetycznych, którymi chciałabym się z Wami w tym miejscu podzielić. Mam cichą nadzieję, że trafi to do Waszych serduszek i da Wam wiele do myślenia. W pierwszej części opiszę Wam moją historię, uwzględnię emocje jakie mi towarzyszyły oraz postaram się pokazać wszystkie błędy jakie w tym czasie popełniłam. W kolejnym poście natomiast postaram się pokazać Wam jak z tego wyszłam, czego mnie to nauczyło oraz jaki wpływ miało na moje dalsze, dorosłe życie.

Zacznijmy więc od początku… CZYM DLA MNIE SĄ ZABURZENIA ODŻYWIANIA? KIEDY TO WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO?

Problem zaburzeń odżywiania jest problemem bardzo złożonym i dotyczy wielu sfer funkcjonowania człowieka. Dotyczy nie tylko naszego zdrowia fizycznego, ale także psychiki, dotyka osobę chorą, ale też całe jej najbliższe otoczenie. Jest to sytuacja cholernie trudna, ale jestem tu po to, aby pokazać Tobie/Wam, że można z tego wyjść. Jest trudno, ale masz szansę na powrót do zdrowia i szczęśliwe życie.

Generalnie od kiedy tylko pamiętam w młodości byłam szczupła, wysportowana i mogłam jeść co chciałam. Uwielbiałam grać w piłkę siatkową, biegać, tańczyć, skakać w gumę. Całe dnie spędzałam z koleżankami na zabawie na świeżym powietrzu. Gdy tylko nastały czasy liceum, musiałam dojeżdżać do innego miasta i dużą część dni być poza domem. Moja sylwetka zaczęła się drastycznie zmieniać, czego ja oczywiście nie zauważałam, bo przecież „zawsze wszystko mi było wolno.. ” , „zawsze byłam szczupła, mam dobre geny itp..” Wyjeżdżałam wcześnie rano, wracałam późnym wieczorem. Moja aktywność fizyczna stała się zerowa, a w szkole zamiast śniadania opychałam się zupkami chińskimi i batonikami. Oczywiście zrezygnowałam też z zajęć WF, aby móc być szybciej w domu. Autentycznie tak było, bez ściemy. Nie przykładałam się do tego co jem, jaki tryb życia prowadzę. Nie miałam na to czasu. Oczywiście teraz z biegiem lat wiem, że to było tylko głupie wytłumaczenie. Moje ciało z miesiąca na miesiąc zmieniało się na gorsze, pojawiało się coraz więcej cellulitu, zaczęły robić się boczki, nabrałam kobiecych kształtów i w nic się nie mieściłam. W tym czasie mój chłopak, a obecny narzeczony zaczął uczęszczać na siłownię, jego sylwetka z miesiąca na miesiąc stawała się coraz lepsza, a ja? Wręcz przeciwnie. Nie wiedziałam jak sobie pomóc, jak zadbać o swoją dietę, jak pogodzić małą ilość wolnego czasu z przygotowaniem posiłków, myślałam, że bycie na diecie to coś niewyobrażalnie trudnego. Brakowało mi osoby, która by tym wszystkim pokierowała, podpowiedziała. Wstydziłam się porozmawiać o tym z bliskimi, wstydziłam się zapytać ich o zdanie i poprosić o pomoc. Tym bardziej, że dostawałam wiele komentarzy ze strony bliskich mi osób, że przytyłam, zapuściłam się itp. Bolało mnie to cholernie. Zaczęłam więc sama szukać pomocy w Internecie. I wiecie co.. Było to jakieś 5 lat temu, więc nie było wtedy jeszcze tej całej mody na bycie FIT, nie było tylu trenerów w sieci, nie było jeszcze wtedy takiego dostępu do treści merytorycznych. Teraz mamy wszystko podane jak na tacy. Gotowe plany treningowe, gotowe przepisy, duży dostęp do asortymentu z działu FIT. Teraz w każdym sklepie znajdziemy zdrowe przekąski, zamienniki itp. Kiedy ja byłam nastolatką i chciałam zadbać o swoje ciało, jedynym źródłem wiedzy były fora internetowe typu kafe**ria. Duża część z Was słysząc tę nazwę domyśla się już na co tam trafiłam. Królowały hasła typu „dieta 1000 kalorii”, „detoks”, „oczyszczenie”, „głodówka”, „dieta baletnicy”. Krótko mówiąc: SAMO ZŁO. Byłam młoda, niedoświadczona więc trzymałam się wszystkich wskazówek jakie tam znalazłam. Z dnia na dzień zaczęłam jeść maksymalnie 1000 kalorii, a były dni kiedy tylko 800. 800 kalorii!! Wyobrażacie to sobie? Teraz patrzę na to i.. Cholera moje śniadania mają więcej! Włączyłam aktywność fizyczną, bo tak przecież pisano. Ćwiczyłam codziennie. Wracałam zmęczona ze szkoły, ale trening musiał być. Dałam się złapać chyba wszystkim mitom dietetycznym. Nie jadłam nic od godziny osiemnastej, opychałam się owocami, bo przecież są one takie zdrowe i można je jeść bez ograniczeń. Unikałam ziemniaków, chleba, słodkiego, kolorowych soków. Wyrzuciłam ze swojej diety prawie wszystko. Z dnia na dzień jadłam coraz mniej, a ćwiczyłam coraz więcej. Ćwiczyłam oczywiście tylko i wyłącznie cardio oraz interwały, aby spalić jak najwięcej kalorii. Dochodziło do sytuacji kiedy miałam tak duże wyrzuty sumienia, że po wizycie u babci i po zjedzeniu jednego kawałka ciasta skakałam 40 minut na skakance. Co zjadłam, to musiałam spalić. W głowie miałam tylko jeden cel: schudnąć. Nieważne jak, ważne aby to było szybko. Bardzo mocno sugerowałam się też sylwetkami Pań z Internetu.

Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że w dużej części jest to efekt obróbki zdjęć. Chciałam wyglądać jak one. Za wszelką cenę. Dziś oczywiście wiem, że każdy z nas jest inny i każdy ma inną sylwetkę, inne uwarunkowania genetyczne, inną budowę, ale wtedy miałam swoje ideały do których ślepo dążyłam. Waga może i spadała w dół, ale ja nadal nie wyglądałam atrakcyjnie. Moje ciało było wiotkie, nadal miałam cellulit i było wręcz przeciwnie, miałam wrażenie, że im mniej ważę tym moje ciało jest w gorszej kondycji. Byłam wściekła na siebie, że nadal nie wyglądam jak kobiety ze zdjęć, a przecież jestem „NA DIECIE?” Doszło do momentu kiedy ważyłam 47 kg przy wzroście 168 cm. Byłam wychudzona, wiecznie zmęczona, żyłam w ciągłych ograniczeniach i obsesyjnym liczeniu kalorii. Wpadałam w pułapkę, z której nie potrafiłam sama wyjść. Włosy leciały mi garściami, z twarzy znikał uśmiech, a na moim brzuchu nadal nie było upragnionego 6paka. Co najgorsze, wszystko dusiłam w sobie. Na zewnątrz starałam się być uśmiechnięta, pokazywałam wszystkim jak to fajnie jest „być na diecie”. Udawałam, że cieszę się z efektów, a w środku płakałam z bezsilności. Nie wiedziałam co zrobić, jak z tego wyjść. Z czasem pojawiały się wieczorne napady jedzenia. Cały dzień się głodziłam, a wieczorem wpychałam w siebie co tylko się da. Nie wiedziałam już czego chcę. Byłam bardzo zmęczona. Pamiętam dzień, kiedy patrząc w lustro rozpłakałam się z bezsilności i uderzyłam z całej siły w brzuch. Zaczęły się elementy autoagresji. Był to jeden z tych przełomowych dni w moim życiu, kiedy powiedziałam sobie i swoim kompleksom DOŚĆ. Tego dnia zrozumiałam, że sprawa poszła za daleko i potrzebuję pomocy. Ale spokojnie, od tego dnia było już tylko lepiej.
Dziś jestem zdrowa, silna i szczęśliwa. W drugiej części postu pokażę Wam jak sprawa potoczyła się dalej, jak udało mi się uzyskać pomoc i czego mnie to wszystko nauczyło.

Po co ta cała historia wyżej? Ku przestrodze oraz aby pokazać jak łatwo zrobić o jeden krok za daleko. Poniżej wkleję Wam zdjęcia z najgorszego okresu w moim życiu oraz to jak wyglądam obecnie. Obiecuję, że kolejna część będzie znacznie przyjemniejsza. Obiecuję, że moja historia ma szczęśliwe zakończenie. Ty także dasz radę. Ty także będziesz zdrowa i szczęśliwa.

KLAUDIA OSTROWSKA
0Wynik ogólny
Ocena czytelników 12 Głosów
7.6