Do napisania tego wpisu natchnęła mnie reklama Reeboka, w której padają słowa: Nie bądź dla siebie zbyt surowa.

Nie będę rozwodzić się na temat tego czy świat zmierza niebezpiecznie w stronę destrukcji lub stwierdzać, że kiedyś było lepiej. Zawsze jest jakaś destrukcyjna moda, która mniej lub bardziej wpływa na całe społeczeństwo. Pamietam czasy kiedy czytało się blogi Motylków, czyli osób zmagających się z anoreksją. Pamietam jak sama obsesyjnie prowadziłam pamiętnik na jednym z popularniejszych serwisów dotyczących odchudzania i jak zdobywałam popularność tym, że szybko gubiłam swoją nadwagę. Stawałam się motywacją dla nieznajomych mi osób, ale nikt tak naprawdę nie wiedział jak wyglądała rzeczywistość…

W 2012 roku, kiedy moja waga osiągnęła 80 kilogramów powiedziałam sobie DOŚĆ. Z uporem maniaka przez kilka miesięcy odmawiałam sobie wszystkiego. W tym czasie nie było pojęcia cheata, nikt o tym nie mówił na forum, nie słyszałam by ktoś się chwalił, ze wczoraj był na pizzy ze znajomymi. W tamtej społeczności raczej było traktowane to jako porażka. Wracając do tematu, szybko, bo w 9 miesięcy zaprezentowałam światu nową siebie- 54-55 kilową Gosię. Cudowny okaz skinny fat 🙂

Sluchajcie, ja wtedy na siebie patrzyłam z podziwem. Obsesyjnie każdego dnia stawałam na wagę, sprawdzałam czy od dnia poprzedniego ubyło mi choćby 0.01 kilograma, to już był sukces, a jak waga nie spadała tak ze 3 dni? Olaboga!! Rezygnujemy z kolacji! Pamietam jadłam RÓWNO co trzy godziny, do teraz pamietam, że było to: 6:30 przed szkołą, 9:30 po drugiej lekcji, 12:25 na długiej przerwie, 15:30 w samochodzie lub busie do domu i 18:30. Nie było ważne, że 22/23 nie spałam, że niejednokrotnie uczyłam się i potrzebowałam jeszcze jakiegoś wzmocnienia w postaci choćby głupich 3 kostek czekolady, które były kategorycznie zabronione! Ćwiczyłam codziennie po szkole, po wypiciu kawy 30-60minut z kimś sławnym: a to Jillian Michaels albo Mel B. Rozwodzić się mogę długo nad tym czasem, ale obsesja doskonałości doprowadziła do tego, ze odsunęłam się od moich znajomych, ludzie przestawali mnie lubić, bo robiłam się monotematyczna: jak nie dieta to trening, jak nie trening to ile schudłam przez swieta ( tak, w swieta tez sobie na nic nie pozwalałam).

Kiedy dzisiaj wprowadziłam w kalkulator ile w tamtym czasie jadłam to złapałam się za głowę… 1200-1500 kcal … jak ja mogłam się czuć pełna? A no tak, nie czułam się 🙂

Dobrze, może po śniadaniu tak, ale jak można się zapełnić jednym startym jabłkiem z sucharami i cynamonem? Albo jedna bułka z rzodkiewka i plastrem szynki (oczywiście bez masła, bo masło fuj tluste!)? Wszystkim mówiłam głośno NIE JESTEM GŁODNA, a kończąc swój „obiad” myślałam już o „kolacji” i o tym żeby jak najszybciej położyć się spać…

Teraz jak to czytasz myślisz sobie CO ZA DURNA BABA.. durna, nie-durna, po prostu uległa MODZIE. Było modne jeść co 3 godziny, jeść małe porcje, bo to rzekomo przyspiesza metabolizm. Było modne cwiczyc godzinę przed ostatnim posiłkiem. Super było, jeśli jak najdłużej wytrzymałaś na diecie. Super było cwiczyc codziennie!

Brzmi niewiarygodnie w dobie kiedy wszyscy mówią żeby nie przemęczać się, robić to dla siebie, tabelki i wyniki strącić z piedestału, żeby pozwalać sobie na małe przyjemności i nie oddzielać się murem od przyjaciół? No tak, brzmi to strasznie, ale obok tych pozytywnych zmian w modzie mamy negatywne aspekty.

Do najbardziej wkurzających zaliczam trend na wielką pupę. Najlepiej jak balonik, ogromną, nabitą. Wszyscy robią pośladki, na redukcji budują pośladki, są znawcami od aktywacji i KAŻDY MA POŚLADKI JAK NICKI MINAJ. Spotykasz potem taką babeczkę z insta na ulicy a tam ani z jednej ani z drugiej strony nie przypomina to tych dwóch piłeczek ze zdjęć. A taka 16 letnia dziewczyna będzie robiła wszystko żeby takie mieć. Tak jak ja to robiłam w liceum. Nie było to zdrowe i taki standard piękna też nie jest.

Moda jest teraz na bycie trenerem personalnym, na bycie osiedlową Kylie Jenner, na chodzenie na siłownie, ważne żeby strzelić selfie i otagować FIT GIRL. Może ktoś wyśle mi darmowe ciuszki? Co z tego, ze jedna z drugą ćwiczą tylko poprawianie włosów… nie chce nikomu ubliżać, ale mieszkam w małym mieście, a takich sytuacji jest na pęczki! Złota zasada mówi, że robi się swoje po cichu, a niech efekty robią hałas … od dwóch lat obserwuje trend do pokazywania wszystkiego.

Proszę nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam podziwiać ładne ciała, śliczne fotki, ale irytuje mnie profile, które robią coś na pokaz lub tylko by mieć z tego zysk, a nie dlatego, że ten styl życia przynosi im szczęście.

Nie neguje teraz niczyjej pracy, trudu włożonego w bycie tym kim się jest, ale czy to naprawdę heroiczny czyn wyjść się poruszać?

Niech pierwsza rzuci kamieniem ta, co nie dodała na insta #fitgirl #motivation #gymgirl. To nie jest nic złego, jeśli FAKTYCZNIE to czujesz. Jeśli masz w tym materialny cel, albo cel żeby ktoś Cię zaobserwował i wbił jedno serduszko więcej to odpuść sobie. Buduj siebie nie z lajków na insta, a z tego ile poświęcasz sobie czasu i jak bardzo siebie kochasz. Ja w liceum się nie kochałam i liczyłam, że waga 54 kilo da mi samoakceptacje… wiesz jak to się skończyło? Przytyłam 30 kilo, bo pozwoliłam sobie na wyjścia na 18stki, na życie, ale nie opanowałam wilczego głodu, który był we mnie od długiego czasu … temat o tym jak teraz wyglada moje odchudzanie, a w zasadzie nie odchudzanie, bo nienawidzę tego słowa to temat na kolejny wpis 🙂 powiem tylko, ze już spadło 20 kilo zdecydowanie lepszą metodą.

Znacie jakieś grzechy główne obecnych, bardzo FIT czasów?

MAŁGORZATA NOWAK
0Wynik ogólny
Ocena czytelników 24 Głosów
6.7