Znacie takie uczucie kiedy cieszycie się z wykonanego zadania, a potem nagle okazuje się, że to „za mało”? Tak właśnie miałam kiedy stanęłam w drzwiach Go Active Show w maju.

Wiecie, schudłam 20kg. Z 90 kilo zredukowałam na 70 i byłam z siebie bardzo dumna. Kupiłam ciuszki z odkrytym brzuszkiem, obcisłe leginsy treningowe, bo naprawdę podobało mi się to co widziałam w lustrze. W ciągu sekundy zostało to zniszczone… skonfrontowałam się z rzeczywistością: na targach było tyle ślicznych, zgrabniejszych, bardziej wyćwiczonych kobiet, że moja samoocena gwałtownie spadła. Powiedziałam wtedy do mojego mężczyzny, że ja już nie wracam na te targi. Kupiłam słoik nutelli i bułeczki maślane, bo przecież to wszystko nie ma sensu, one są takie NAJ a ja taka … eh…

A potem wpadłam na Nią. Na tę dziewczynę, którą pokazała mi najlepsza przyjaciółka- tę którą śledzę i tę, która motywuje mnie swoim wewnętrznym ciepłem. Po kilku godzinach przełamałam się i podeszłam w końcu do niej, do Siwej Oliwii. Jakie było moje zaskoczenie ze jedna z tych NAJ jest ciepła dobra osoba, która gratulowała mi tego, że zrzuciłam tyle kilogramów. Wreszcie na mojej twarzy zaczął malować się uśmiech. Dzięki tej rozmowie trochę przejrzałam na oczy.

Każda z tych, którą uważamy za ideał przeszła jakaś drogę. My widzimy tylko efekt, nikt oprócz nas nie zna tej drogi, którą musiały przejść te osoby. Zamiast kategoryzować się jako kogoś gorszego, warto spojrzeć do tyłu i powiedzieć: wow, serio dużo zrobiłam, fajna jestem! Od tego zaczyna się samoakceptacja od samo-poklepania-się-po-plecach! Od tego czasu nie patrzę na nie jako te lepsze, te najwspanialsze, te bez wad, a jako inspiracje. Dzięki pięknym kobietom chcę dalej siebie doskonalić.

MAŁGORZATA NOWAK
0Wynik ogólny
Ocena czytelników 2 Głosów
5.5