Mróz, śnieg, wiatr… opatuleni od stóp do głów, w trzech parach skarpet. Kroczymy po ulicach niczym mumie – zawinięci szalikami – w myślach błagając o wiosnę. Nie ma w tym nic dziwnego! Brak słońca, brzydka aura i niezachęcająca do wychodzenia z domu temperatura ‘wysysają” z nas dobrą energię. Ale czy to aby na pewno poważny powód, aby popadać w marazm i zniechęcać do wszelkich aktywności? Oczywiście pogoda ma niewątpliwy wpływ na stan naszego samopoczucia, czy zdrowia, jednak gdyby tak wsłuchać się w to, co mówimy, to okazałoby się, że nieprzychylny jest nam cały rok! Myślicie teraz pewnie: jak to? Przytoczę zatem typowy – dla nas ludzi – schemat: w zimie – za zimno, latem – za gorąco, na wiosnę – przesilenie, a na jesień – depresja… Tak oto, w epicki sposób można zepsuć sobie każdy czas – wcale nie trzeba zimy.

              Pogoda ducha nie zna pór roku!

Dlaczego o tym piszę? Bowiem warto sobie uświadomić, że nie mamy w życiu wpływu na wszystko, ale na pewno mamy wpływ na swoje nastawienie. Wyobraźmy sobie, że nagle ktoś odbiera nam sprawność, zamyka w więzieniu lub w jakiś sposób izoluje od świata. Przeszły Was dreszcze? Mnie także. To, że akurat pada śnieg i siąpi zimnem jest niczym w porównaniu z sytuacjami, kiedy NAPRAWDE coś jest w stanie nas ograniczać. W wypadkach marudzenia i szukania problemów w byle czym – ograniczamy się sami. Codziennie szukamy motywacji chociażby do tego, żeby ruszyć się i zrobić trening albo – z drugiej strony- wymówek takich, jak chociażby pogoda, żeby na ten trening się nie wybrać. Tak samo jest z wieloma innymi dziedzinami życia. Z pierdoły tworzymy sobie problem kosmicznej skali, bo prawdopodobnie tak jest nam najwygodniej – nie mam na co zgonić, to zgonię na pogodę. Tak też zamykamy sami siebie w błędnym kole. Najpierw błahostki określamy rangą problemu, a później toniemy w negatywnych emocjach, bo mamy regres treningowy, bałagan w domu, czy zaległości w szkole/ pracy.

               Pomyślmy…

Zima kiedyś minie – tak, jak przemija cyklicznie każda pora roku, to normalne. Nienormalnym jest jednak, aby minęło nam życie robiąc problemy z błahostek. Sprawne kończyny, zdrowe organy, pełna lodówka, ciepłe łóżko, dostęp do wody i prądu – nie dla wszystkich to jest standard, dla niektórych to marzenie. Wiosna jest wtedy, kiedy doceniamy mniej, jednocześnie ciężko pracując na więcej i jeszcze potrafimy się tym cieszyć. Frustrowanie się tym, na co nie mamy wpływu jest bezcelowe i bez sensu. Zaklinaczami pogody nie jesteśmy, ale zawsze możemy być zaklinaczami czarnych myśli. ŻYCIE, to największy dar i najlepsza motywacja tak naprawdę do wszystkiego.

Obudźmy w sobie wiosnę! Taką codzienną – permanentną! Ta „wiosna” to wyrobiony nawyk pozytywnego nastawienia i szukania dobrych stron nawet złych sytuacji. To umiejętność dostrzegania i cieszenia się małymi rzeczami oraz docenianie takich gestów, jak chociażby uśmiech drugiego człowieka. Przy nieodpowiednim nastawieniu do codzienności, nawet piękne słońce będzie „problemem”, bo za mocno razi w oczy…