Moda na surową dietę swojego czasu świeciła triumfy. Witarianizm pojawiał się w restauracjach, mediach i w kuchniach sportowców. Oczywiście, dietę tę należy stosować rozważnie i głównie w miesiącach letnich, gdy organizm nie potrzebuje aż tyle energii, co w zimie.

Ostatnio w mediach bardzo głośno jest o „surowego wodzie”- trendzie z USA. Zdążyła się już ona okryć złą sławą, ze względu na to, że poważnie zagraża zdrowiu. Surowa woda nie została poddana procesowi uzdatniania. Co to oznacza? W jej składnie nie znajdziemy ozonu, chloru, promieni UV. Wymienione komponenty są ochroną przeciw bakteriom i wirusom występującym w środowisku.

Trend rozpoczęła firma „Living Waters”, która butelkuje surową wodę i sprzedaje ją w sklepach ze zdrową żywnością. Według niej to woda z kranów jest zatruta, gdyż pochodzi z toalet i znajdują się w niej środki antykoncepcyjne. Za to fluor uważany jest za wroga numer jeden, mającego na celu kontrolę umysłów. Zamiast tych wrogich substancji raw water oferuje zdrowe „probiotyczne bakterie”. Nie ma jednak dowodów na to, aby posiadała dobroczynny skład.

pisze Elle.pl.

10 litrów tej „modnej” wody kosztuje 37 dolarów…
Dzięki filtrowaniu wody nie chorujemy na czerwonkę, czy dur brzuszny – warto o tym pamiętać i nie podążać za trendem. Żyjmy blisko natury, ale w pełni świadomie!