Tomasz „Żyrafa” Narkun – aktualny mistrz wagi półciężkiej KSW, polski zawodnik MMA porozmawiał z nami o pokonywaniu własnych słabości, sportowej diecie, a także o ulubionej muzyce i marzeniu o zostaniu…didżejem! Przeczytajcie wywiad i poznajcie Tomasza z zupełnie innej strony!

Czy pamiętasz swój debiut? Jak się zaczęła twoja przygoda ze sportem?

Sportem interesowałem się od małego. Moja amatorska kariera w MMA trwała długo. W pewnym momencie musiałem podjąć ważną decyzję, wybrać drogę, którą chciałbym podążać. Wybrałem bycie zawodowcem.
Mój Debiut w MMA pamiętam bardzo dobrze, akurat świętuję 8 rocznicę! Od listopada 2009 roku stoczyłem wiele walk na całym świecie – walczyłem w Holandii, Rosji, Finlandii, w Niemczech… Teraz, od 2014 roku, związany jestem z federacją KSW.

Twój pseudonim to Żyrafa. Skąd akurat takie przezwisko?

Gdy zacząłem trenować byłem bardzo szczupły. Jestem wysoki, więc moje długie ręce i nogi były niewygodne dla partnerów na macie – w sumie nadal tak jest (śmiech). Od kilku lat mam drugą ksywkę – Bizon. Przypomina mi o sile i nieustępliwości podczas walk.

Co jest dla ciebie najcięższe podczas przygotowywania się do zawodów?

Czas poprzedzający zawody to twardy reżim, wiążący się z dużym obciążeniem, nie tylko fizycznym, ale też – albo zwłaszcza – psychicznym. Trzeba pilnować suplementacji, diety, oczywiście, bardzo ważne są regularne treningi. Wszystko musi odbywać się zgodnie z ustalonym harmonogramem. Otaczają mnie wspaniali ludzie, więc dzięki profesjonalnemu podejściu nawet najgorszy reżim da się przeżyć!
Moją specjalną dietę ułożył Jakub Mauricz, a odpowiednio dobrane posiłki dostarczane mi są codziennie przez firmę Body Chief.
Kiedyś, gdy byłem amatorem, toczyłem nawet pięć walk w ciągu jednego dnia. Teraz, najczęściej mam jedną walkę raz na trzy miesiące. Oczywiście, jestem przygotowany na to, by walczyć częściej, jednak w świecie zawodowców działają już nieco inne zasady. Poza tym, przygotowywanie się do walki przez dłuższy czas daje o wiele więcej satysfakcji i pozwala na głębsze przemyślenia, lepsze mentalne przygotowanie.

Co trzeba jeść, żeby mieć tyle siły? Musisz bardzo pilnować posiłków?

Kiedyś nie wiedziałem co się z czym je! Jadłem wszystko, co mi wpadło pod rękę! (śmiech)
Z czasem zacząłem interesować się dietetyką. Od kilku lat staram się stosować zalecenia mojego dietetyka. Mam pięć posiłków dziennie, które jem co trzy godziny. Aktualnie nie martwię się o przygotowanie posiłków – dostaję pudełka codziennie rano. Jem dużo warzyw, dużo owoców, ryż, różnego rodzaju makarony, bataty. Lubię mięsne posiłki – w mojej diecie jest wołowina, wieprzowina i kurczaki.

Jak wygląda twoje ulubione śniadanie?

Dziś zjadłem na śniadanie… udka z kurczaka w sosie musztardowym z bułeczką bezglutenową.

Nie brzmi zbyt śniadaniowo!

Haha, sam sobie często robię zwykłe płatki owsiane z owocami a do tego shake z mango. Brzmi lepiej?

Zdecydowanie!

To jeszcze dodam jedno z ulubionych – białkowo-tłuszczowy klasyk – jajecznica na boczku. Bardzo lubię!

Też lubimy! Wróćmy jeszcze na chwilę do walk – którą z nich wspominasz jako najcięższą?

Niedawno minęły cztery lata odkąd stoczyłem walkę ze świetnym Simonem Carlsenem. Ta walka zmieniła bardzo dużo w moim życiu. Byłem wtedy chory, miałem 40 stopni gorączki. Pierwsza runda była bardzo ciężka, dostawałem niezłe bęcki, a w dodatku cały czas czułem się fatalnie. Czułem, że muszę stoczyć walkę nie tylko z Simonem, ale także z samym sobą. Mimo wszystkich przeciwności udało mi się wygrać! Czułem się dumny, że pokonałem samego siebie, własne słabości. Od tamtego momentu – nigdy nie odpuszczam! Daję z siebie sto procent!

Jak wygląda twój dzień po takiej walce? Leżakowanie, czy impreza?

Zdecydowanie impreza! W dniu walki muszę mieć zaplanowane wszystkie ruchy, moja psychika musi być nastawiona wyłącznie na zwycięstwo, moje ciało być w najlepszej formie. Gdy wygrywam – czuję się, jakbym zjeżdżał po skoczni. Odpuszczam sobie kilka dni! Bawię się, świętuję z przyjaciółmi, z dziewczyną. Muszę odpocząć i zresetować umysł. A potem – powrót do ćwiczeń! Każdy potrzebuje czasu na regenerację. Warto o tym pamiętać – to często o wiele ważniejsze, niż dobrze zrobiony trening. Przetrenowanie to najgorsze, co możesz zrobić. Czasem przetrenowany organizm wraca do dobrej formy po dwóch miesiącach! Takie błędy już za mną. Teraz, czując, że jestem zmęczony wolę iść na basen, na masaż… Trzeba o siebie dbać!

Masz koleżanki, które trenują MMA?

Mam koleżanki, które trenują u mnie na sali. W moim bliższym otoczeniu nie ma jednak kobiet, które robią to zawodowo. Ale wszystkim dziewczynom polecam – adrenalina i dużo fanu!

Poza sportami walki uprawiasz rekreacyjnie jakiś sport?

Kilkanaście lat temu uwielbiałem grać w kosza. Chodziłem do klasy sportowej. Zacząłem treningi siłowe i zatraciłem się w nich całkowicie. Ale nadal lubię sobie od czasu do czasu porzucać do kosza i pograć w piłkę nożną. Fajna rekreacja, przypominają mi się czasy, kiedy byłem małym grubaskiem!

Ciężko mi cię takiego sobie wyobrazić!

Tak było, może kiedyś podeślę wam zdjęcia!

Jakiej muzyki słuchasz, gdy jedziesz na walkę albo podczas treningu?

Jestem otwarty na każdą muzykę. W sekrecie powiem ci, że moim marzeniem jest zostanie didżejem. Serio! Jak zakończę karierę zawodniczą, będę starał się zostać didżejem. Największe marzenie? Zagrać na Tommorowland! Sky is the limit, prawda?

Okej, już cię bookujemy na Gym Hero DJ Trening!

Super, zapisuję! Bardzo lubię hip-hop, kocham muzykę lat 80. Wyobraź sobie, że często jadąc samochodem na walkę śpiewam w samochodzie George’a Michaela. Bardzo chciałem pojechać na jego koncert.
Niestety, te lata już nie wrócą! Teraz już się nie robi takiej muzyki! Lata 80. to muzyka z duszą. Słucham i rozpływam się w środku.

Romantyczny Tomasz Narkun. Fajnie poznać ciebie od nieco innej strony. Zrywasz ze stereotypem!

No pewnie! Ja to wrażliwy chłopak jestem!