Wege kuchnia jest tak ciekawa! Uwielbiamy testować nowe przepisy, przyrządzać bezmięsne gulasze, kotlety, gotować aromatyczne zupy i miksować warzywne pasty. W ubiegłym tygodniu przyszliśmy na przedpremierowe spotkanie z Malką Kafką. Wydarzenie to dotyczyło promocji książki napisanej przez Malkę – pięknie wydanego tomu łączącego doświadczenia kulinarne z kulturalnymi. Skrzyżowanie kultur poskutkowało powstaniem książki magicznej – pełnej autentyczności, miłości do ludzi i jedzenia i przepisów, które sprawiają, że mamy ochotę rzucić wszystko i testować każdy z nich w gronie przyjaciół! Zapraszamy was do zapoznania się przedpremierową z wybranymi przez nas przepisami z „God Food” i…do konkursu!

Kawior żydowski

Ex nihilo. Boska zdolność do tworzenia czegoś z niczego. Uważasz, że nie masz w domu niczego do jedzenia, a po godzinie na stole pojawia się obiad z przystawkami i deserem. To, co bardzo w sobie cenię, to niewyobrażalna zdolność stwarzania czegoś z niczego. Taka zdolność musi mieć swoje źródło. Jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Mój tata tworzył mi całe światy Indian z rysowanych kreseczkowych ludzików, kreseczkowych koni, lasów kreseczkowych drzew, kreseczkowych bizonów. Moja mama w czasach, kiedy naprawdę niczego nie było, szyła mi ubrania haftowane w kolorowe kwiaty i świecące ważki, na drutach robiła skandynawskie swetry.

Babcia, gdy jako maluchy roznosiliśmy jej mieszkanie, nie mogąc znaleźć sobie zajęcia, sięgała po kawałek listewki i zarządzała zawody w przeskakiwaniu. My braliśmy solidny rozbieg w przedpokoju, a babcia trzymała listewkę w powietrzu, zaśmiewając się z na- szych niezgrabnych skoków. Mam wrażenie, że bawiła się przy tym lepiej niż my sami. Innym razem rozdawała nam kawałki tkaniny i uczyła przyszywać guziki. Nie wiem, jak jej się to udawało, ale w tamtym momencie nic nie było tak istotne. Guziki stawały się całym światem. Podczas gdy my kłuliśmy sobie palce igłą, babcia wymykała się do kuchni i przygotowywała najprostsze coś z niczego – góry kanapek z pastami z tego, co akurat było pod ręką.

Porcja dla 4 osób
UTENSYLIA:
blender ręczny
SKŁADNIKI:
1⁄2 szklanki zielonej fasolki szparagowej pokrojonej na kawałki (ok. 11⁄2 cm)
1⁄3 szklanki orzechów włoskich
1⁄2 szklanki drobno posiekanej cebuli
4–5 łyżek oleju uniwersalnego
1⁄2 kostki wędzonego tofu
1⁄2 szklanki ugotowanego bobu bez skórek (można go zastąpić zielonym groszkiem)
1 łyżka pasty z ekstraktu drożdżowego, np. marmite sól i pieprz do smaku

PRZYGOTOWANIE:
Fasolkę szparagową podgotuj w wodzie, aż będzie miękka, ale nie rozpadająca się.
Orzechy upraż na suchej patelni lub w piekarniku. Po przestudzeniu rozkrusz, rozcierając je między dłońmi i wydmuchując oddzielające się skórki.
Na większej patelni na oleju podsmaż na złoto cebulę. Kiedy będzie już miękka, dodaj pokrojone w drobną kostkę wędzone tofu. Podsmaż na dużym ogniu. Następnie dodaj pokrojoną fasolkę i bób lub groszek. Wszystkie składniki wymieszaj w misce i zblenduj delikatnie, tak żeby wyczuwalne były kawałki poszczególnych komponentów. Dopraw solą i pieprzem do smaku.
Tej pasty używam bardzo często do kanapek, ale też jako nadzienia do pasztecików. Kiedy jej posmakujesz, trudno Ci będzie uwierzyć, że jest w stu procentach z roślin, ale przecież sama ją robiłaś, więc wiesz, co do niej dodałaś.

Burger z tempeh teriyakize świeżym mango

Co najczęściej mówię, kiedy jem coś pysznego? „Oj! Gdybym miała jeść tylko jedną rzecz do końca życia, to byłoby właśnie to”. Można to ode mnie usłyszeć mniej więcej co drugi dzień – ostatnio złożyłam taką dożywotnią deklarację, jedząc bób. A może chodziło o szparagi…? W każdym razie coś z tych rzeczy. Potem usłyszałam gdzieś taki cytat: „Uważaj, czego sobie życzysz, bo może się spełnić”. Dlatego – na wypadek gdyby nagle pojawił się złośliwy chochlik i postanowił spełnić moje życzenie – cofam, co powiedziałam o bobie i szparagach, i uzupełniam, że chodzi mi o dania o wielowymiarowym smaku, o takie, z którymi mogłabym pożyć nieco dłużej. W tym burgerze jest wszystko, co kocham: pełen umami tempeh w marynacie teriyaki, mango i królowa ziół – kolendra. Jeśli miałabym jeść jedną rzecz do końca życia, to byłby właśnie ten burger! No, przynajmniej dopóki nie przeżyję kolejnego kulinarnego olśnienia.

Porcja – 4 burgery
UTENSYLIA
patyczek szaszłykowy do przebicia burgera
SKŁADNIKI:
4 plastry tempeh (ok. 8 × 8 cm, grubość ok. 1 cm)
1 mango (nie za miękkie)
4 buchty
4 łyżki topionego cheddaru vege (tak, to istnieje!)
4 garści roszponki
parę gałązek kolendry
olej do wysmarowania patelni
Marynata
5 łyżek sosu teriyaki
5 kropel oleju sezamowego z prażonego sezamu lub 2 łyżki prażonego sezamu utartego w moździerzu
1⁄2 łyżeczki czosnku przeciśniętego przez praskę
1⁄2 łyżeczki pasty z trawy cytrynowej
1⁄2 łyżeczki otartej skórki z limonki
1⁄2 szklanki bulionu (lub wody)

PRZYGOTOWANIE:
W bulionie lub w wodzie wymieszaj wszystkie składniki marynaty. Plastry tempeh włóż do marynaty i pozostaw na 2–3 godziny.
Patelnię wysmaruj obfcie olejem, rozgrzej i rozłóż na niej tempeh tak, by kawałki nie zachodziły na siebie. Podsmaż mocno z obu stron. Marynatę dokładnie przecedź i wlej na patelnię z tempeh. Pozostaw na średnim ogniu do odparowania prawie całego sosu.
Mango obierz. Połóż na dłoni płaską stroną i odkrój miąższ od góry długim nożem, pociągając wzdłuż pestki. Obróć mango pestką do dołu dłoni i odkrój drugą część miąższu. Boki owocu możesz z przyjemnością obgryźć – ja tak robię. Odkrojony miąższ pokrój w nie za grube i nie za cienkie plastry. Bułki przekrój, podgrzej lekko w piekarniku lub w opiekaczu.
Posmaruj każdą dolną połówkę łyżką topionego cheddaru, sosu cytrynowo-kolendrowego lub majonezu. Ułóż na niej 1⁄4 kawałków mango, na tym roszponkę, gałązkę kolendry, plaster tempeh z sosem. Przykryj wierzchem bułki. Burgera przebij patyczkiem, żeby połówki bułki trzymały się razem.

Coco curry z dynią hokkaido

Mój tata, mój dziadek i moi wujkowie byli marynarzami. Tata był nawet kapitanem. Pływał na wielkich statkach po wielkich oceanach, pokonywał straszne sztormy i odwiedzał wszystkie kraje świata. Nie był chyba tylko na Antarktydzie. Dzięki niemu poznałam nazwy chmur i nauczyłam się wyznaczać z gwiazd kurs na morzu. Co zrozumiałe, mężczyźni najczęściej byli na morzu, więc mój dom był domem kobiet. Ale kiedy wracali, przywozili ze sobą kawałki egzotycznego świata. Z moją siostrą uwielbiałyśmy rozpakowywać zawinięte w gazety z robaczkowymi literami pudełka z podarkami, drewniane gurki wielorękich bogiń i bogów z przerażającymi oczami i wąchać zapach tajemniczych światów ukrytych w przywiezionych przyprawach. Woreczki i słoiczki z wielobarwnymi mieszankami stały na każdej półce naszej ogromnej, jak wtedy mi się wydawało, kuchni. Nikt nawet nie znał ich nazw. Nadawały smak naszemu życiu i po zamknięciu oczu przenosiły do gorących Filipin, Chin, Indii… A kiedy mężczyźni wyjeżdżali, zostawałam w moim kobiecym domu z babcią, mamą, ciocią, siostrami… One były wtedy moimi wielorękimi boginiami, które stwarzały z tych przypraw całe światy.

Porcja – dla 4 osób
UTENSYLIA:
papier do pieczenia
SKŁADNIKI:
4 szklanki dyni hokkaido, obranej i pokrojonej w kostkę (ok. 2 cm)
2 + 5 łyżek oleju uniwersalnego
1 szklanka cebuli, drobno pokrojonej
1 łyżeczka ziaren czarnej gorczycy
2 łyżeczki drobno posiekanego czosnku
2 łyżeczki świeżego imbiru pokrojonego w cienkie paski
3–4 łyżki curry masala
2 łyżeczki soli
11⁄2 szklanki pokrojonych dojrzałych pomidorów (można zastąpić pomidorami pelati z puszki) 11⁄2 szklanki mleka kokosowego
1 szklanka wody garść posiekanej natki kolendry
1 szklanka orzechów nerkowca, uprażonych i rozkruszonych

PRZYGOTOWANIE:

Dynię wymieszaj z 2 łyżkami oleju, połóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i upiecz na złoto w piekarniku w temperaturze 200°C. Dynia powinna być zupełnie miękka.
W większym garnku rozgrzej pozostały olej i przesmaż na nim cebulę. Dodaj gorczycę, czosnek, imbir, masalę, sól. Smaż przez 7 minut, ciągle mieszając.
Dodaj pomidory, mleko kokosowe i wodę. Gotuj na wolnym ogniu około 15 minut. Jeśli sos za bardzo zgęstnieje, dolej nieco wody. Dodaj pieczoną dynię i podgotuj jeszcze 5 minut. Na koniec dodaj kolendrę i zestaw z ognia. Podawaj z ryżem lub z multigrain. Posyp orzechami nerkowca.

Wiedeński gulasz z prawdziwków

Moi przyjaciele: ona Żydówka, on wyznawca hinduizmu, prowadzą w Wiedniu dom otwarty dla wszystkich bogiń, bogów i bezbożników. Odwiedzam ich od czasu do czasu w ich pełnym bibelotów i bardzo kolorowych dzieci apartamencie. Kiedy nasycę się już smakami i okrzykami z Dalekiego i Bliskiego Wschodu, a moje oczy nie wytrzymują intensywności kolorów porozrzucanych wszędzie ubrań, wychodzę na ulice miasta. Tu wszystko jest poukładane, równe, rytmiczne, piękne i czyste. Jest jeszcze jedno takie miasto, które podobnie emanuje harmonią przestrzeni i atmosfery. To Zurych. Oba miasta mają wspaniałą historię, a przede wszystkim mogą pochwalić się Freudem i Einsteinem – moimi mistrzami.
Obaj ruszyli świat w posadach, tworząc teorie, które miały zmienić to, jak postrzegamy go dzisiaj. Jeden odkrył dla nas tajemnice wszechświata w skali makro i nano i wyswobodził ze zniewolenia czasem i masą, drugi odsłonił mroczne tajemnice naszych dusz i uwolnił od tyranii wychowania, nakazów i zakazów. Obaj doznali objawienia, nagle formułując swoje główne teorie. Nie były one poprzedzone szczególnymi pracami naukowymi. Powstały obok tego, czym zajmowali się na co dzień. Oni po prostu je zobaczyli i ogłosili światu.

Porcja dla 4 osób
dla 4 osób
SKŁADNIKI:
20 g suszonych grzybów
500 g grzybów leśnych świeżych lub mrożonych, najlepiej prawdziwków
1⁄4 szklanki oleju uniwersalnego
2 duże cebule pokrojone w drobną kostkę
2 łyżeczki czosnku przeciśniętego przez praskę
3 łyżki mielonej słodkiej papryki
1 łyżka mielonej wędzonej papryki
1 łyżka mielonego kminku
1 łyżeczka suszonego tymianku
1⁄2 łyżeczki mielonej ostrej papryki
sól i pieprz
1 czerwona papryka pokrojona w paseczki
1⁄2 szklanki czerwonego wytrawnego wina
4 łyżki ciemnego sosu sojowego
1 łyżka pasty z ekstraktu drożdżowego, np. marmite 1⁄2 l bulionu

PRZYGOTOWANIE:
Grzyby suszone zalej wodą na pół godziny, a następnie gotuj przez 5 minut. Odlej wodę.
Grzyby świeże pokrój w dużą kostkę (ok. 2 cm) i gotuj przez 5 minut. Odcedź.
W dużym garnku podsmaż na oleju na złoto cebulę, następnie dodaj czosnek, tymianek i pozostałe sypkie przyprawy. Mieszając, podsmażaj przez mniej więcej minutę.
Dodaj świeżą paprykę, grzyby, wino, sos sojowy, pastę drożdżową. Gotuj w odkrytym garnku na małym ogniu do czasu, gdy przestaniesz czuć zapach alkoholu, a pozostanie jedynie zapach czerwonego wina, Do garnka wlej bulion, przykryj i zostaw na małym ogniu, co jakiś czas mieszając, aż do zagęszczenia sosu. Jeśli sos będzie za rzadki, możesz go zagęścić, dodając trochę papryki w proszku. Podawaj z knedlem, ale kasza gryczana też nie będzie zła.

Szermula

Najlepszy prezent to taki, który sprawi radość obdarowanemu. Ergo, trzeba wiedzieć, co sprawia radość ludziom. To jest wiedza, którą zdobywa się, słuchając innych. Żeby naprawdę usłyszeć drugiego człowieka, najpierw trzeba uciszyć siebie, a dokładnie swoje ego. Łapię się na tym niejednokrotnie, że kiedy ktoś coś do mnie mówi, ja w głowie układam odpowiedź, kontrargument, usprawiedliwienie, poradę, porównanie do swojej sytuacji…
Jednym z benefitów tego, że słyszę, jest to, że umiem robić prezenty. A moimi ulubionymi prezentami są… produkty spożywcze. Spróbuj podarować komuś ryż. Nie jakiś tam
zwykły ryż, ale ai Hom Mali, jeden z najlepszych ryżów na świecie. Wystarczy, że dołączysz do takiego prezentu karteczkę: „Na świecie jest osiemset gatunków ryżu, ale taki tylko jeden”.

Żeby zrobić prezentową mieszankę przypraw dla swoich przyjaciół, wcale nie musisz wyjeż- dżać dalej niż do własnej kuchni. Internet po- może Ci zgromadzić potrzebne ingrediencje. Pamiętaj o dodaniu karteczki z inspirującą dedykacją.
PS Uważaj z pieprzem. Podarowanie go może zostać różnie zrozumiane.

Porcja – ok. 100 ml
UTENSYLIA:
blender lub moździerz słoiczek ok. 100 ml
SKŁADNIKI:
1 łyżeczka nasion kuminu
1⁄2 szklanki posiekanej natki kolendry
1⁄2 szklanki posiekanej natki pietruszki
2 posiekane ząbki czosnku
1 łyżeczka posiekanego świeżego imbiru
1⁄2 łyżeczki soli
1–2 łyżeczki soku z cytryny
1 łyżeczka mielonej wędzonej słodkiej papryki
7–8 łyżek oliwy
1⁄2 łyżeczki płatków chilli lub mielonej ostrej papryki, lub 1 mały strączek posiekanej świeżej ostrej papryczki (ale nie za ostrej)
1 łyżeczka miodu (opcjonalnie)

PRZYGOTOWANIE:
Do rozdrobnienia składników możesz użyć blendera lub kamiennego moździerza. Osobiście wolę moździerz. Unoszące się podczas ręcznego ucierania aromaty pobudzają zmysły i sygnalizują domownikom: „Oho! Szykuje się coś dobrego!”.
Na średnim ogniu na suchej patelni upraż nasiona kuminu. Odstaw do ostygnięcia.
Włóż do moździerza kolendrę, pietruszkę, czosnek, imbir, dodaj sól i dokładnie utrzyj. Przełóż zieleninę do większej miseczki i dodaj pozostałe składniki, pamiętając o kuminie z patelni. Wymieszaj wszystko, smakując w trakcie, czy czegoś nie brakuje. Ja dodaję chilli stopniowo, gdyż nie każdy może znieść pieczenie w przełyku w imię zdrowia. Z cytryną można poszaleć, oby nie przedobrzyć!
Aaa, zapomniałam o łyżeczce miodu, który dodaję do gotowej pasty, ale niekoniecznie – jak kto lubi. No właśnie, wspominałam o wariacjach… świeży szczypior czy nasiona kolendry, odrobina cynamonu… Rozbudź kreatywność i nie bój się eksperymentować!
Mieszankę przełóż do słoiczka. Aby przedłużyć okres jej przydatności, zalej wierzch oliwą.

Konkurs!

Mamy dla was do wygrania książkę Malki Kafki „God Food”! Co zrobić, aby wygrać?
Napiszcie kilka zdań o tym, dlaczego miłość do jedzenia jest tak ważną miłością! Komentarz może mieć formę opisu, krótkiego wspomnienia lub anegdoty. Najciekawszy wybierzemy już 21 lutego, o godzinie 16! Powodzenia!