Dzisiaj chyba wszystko co odbiegające od instagramowej „normy” postrzegamy jako własne wady. Skupiamy się na tym, co możemy usunąć, zmienić czy inaczej pokazać, zamiast myśleć jak te pseudo „wady” wykorzystać. Blizny, trądzik, znamiona, nadmiar tłuszczu czy brak idealnego umięśnienia mogą być naszymi walorami, bo to przecież charakter stanowi podstawę tego jak czujemy się we własnym ciele i jak postrzegamy swoją „moc”.

Nie lubię siebie

Niewypowiedziane słowa na głos często brzmią wewnątrz nas. Patrzymy na „idealność” i zastanawiamy się – „czemu ja tak nie wyglądam?” albo „jak mogę zmienić siebie żeby być podobnym do tego kogoś?!”. Tak bardzo chcemy być oryginalny i samo stanowić o sobie, a jednak w rzeczywistości chcemy być tacy sami jak nasi „perfekcyjni” mentorzy. Szukamy kogoś i drogi, którą będziemy mogli iść, mimo, że każde z nas chce czuć się wyjątkowo. To dlatego na każdym kroku porównujemy się z tymi uważanymi za idealnych, tych wszystkich przecudownych, pachnących i ofilitrowanych ludzi.

Moje wady moją siłą

Kto mówi co jest wadą, a co zaletą? Społeczeństwo! Ono narzuca nam to, co mamy myśleć o sobie i elementach swojego charakteru czy wyglądzie ciała. Obecna moda na FIT sprzyja temu, że patrzymy na siebie i każdy centymetr ciała wydaje się nam nieatrakcyjny. Dlaczego? Bo cała gawiedź fitnessowych celebrytów wmawia, że „możesz wszystko”, że „wystarczy chcieć” itd itd. Mówią to zawsze Ci, którzy wyglądają idealnie, mają zajebiste ciała, często poddane wpływowi zastrzyku czy Photoshopowi, Ci sami, którzy idą do chirurga i każą zrobić piersi, wyciąć wszystkie pieprzyki i wybielić przy okazji zęby.

Dlatego kiedy patrzymy na siebie w lustrze myślimy, że każdy element odbiegający od instagramowego wzoru jest zbędny, a wręcz odstręczający. Wstydzimy się tego, co nas wyróżnia, co jest naszymi znakami szczególnymi. Nie chcemy pieprzyków, nie chcemy piegów, nie chcemy blizn ani innych „nienormalnych” wskaźników, że nasze ciało nie jest idealne.

Jedną z ciekawszych akcji pro społecznych mówiących właśnie m.in. o bliznach były projekt fotografki SOPHIE MAYANNE z Wielkiej Brytanii. Pokazała na przykładzie pięknych kobiet, że wszelkie znamiona mogą być naszą siłą i wpływać na ZWIĘKSZANIE naszej wewnętrznej siły, a nie odwrotnie.

View this post on Instagram

Sofiya for @petrieinventory out today #behindthescars

A post shared by SOPHIE MAYANNE (@sophiemayanne) on

View this post on Instagram

Maxim #behindthescars

A post shared by SOPHIE MAYANNE (@sophiemayanne) on

View this post on Instagram

#behindthescars Hannah "My body is a merry-go-round of scars – new ones arrive, choose a pitch and nest amongst the constellation etched into my skin. In time, some will fade until I can’t even remember the first time I pressed my finger to puckered flesh and welcomed them to the gang. There are self-harm scars that go back further than I care to remember, some so faint I forget that they’re there until a fluorescent changing room light flickers them into view, others stark with mottled tissue. There are skin biopsy bubbles, surgery scars and a tapestry of tokens from happy drunken mishaps that I will never forget. It’s a canvas that, by and large, I have come to accept, laugh at and learn from. The deepest layer of scarring, however, always been the trickiest to tame. The scars that ripple across my body are an unexchangeable gift from an autoimmune disease called morphea. The nature of the disease means my skin will probably never stop acquiring these new buddies; instead, they’ll come and go in shades of “fuck you”. There are old bruises slowly fading into a web on my stomach from the first two bouts, calcified white patches that are reaching fever pitch and shiny lesions that have only just stirred. If they were static I’m sure I’d be further along in learning to love all of the skin I’m in, but their tempestuous nature makes them hard to ignore. Some days they are so sensitive a brush of fabric can send shivers down my spine and showering has turned into an odd dance I never fancied learning – jumping from sensitivity to hot water, then cold water and then to scrubbing. Although – with a little push and an attempt to see them from a true outsiders perspective – I am learning to love each one as they arrive. They are a part of me: each freckle, mole, scar, tattoo, bruise, and lesion is threaded into the rainbow suit of skin I’m in. So, I’m going to embrace each new stripe because they are a reminder of every battle I’ve fought in this body. As I collect new scars, I will learn to navigate each and every evolution as it arises. " @hannahshewanstevens

A post shared by SOPHIE MAYANNE (@sophiemayanne) on

 

Jak to jest być sobą?

Pamiętacie w ogóle jak to jest być sobą? Jak to jest myśleć o sobie jako jednostce, która funkcjonuje w społeczeństwie, odnosi sukcesy, lubi spędzać sama ze sobą czas i akceptuje samego siebie? Bez porównywania, bez oceniania innych na podstawie tego, że inaczej wyglądają, albo nie potrafią prowadzić Instagrama tak samo dobrze jak Maffashion czy Chodakowska.

Wydaje się, że dzisiaj wszytko robimy pod dyktando Instagrama i tego, że wciąż staramy się dorównać tym, którzy wyznaczają trendy. Nie myślimy już jak zdefiniować siebie, a przecież gdyby się zastanowić to każdy z nas ma coś do zaoferowania innym. Przeżycia, doświadczenia, emocje, ciekawe porady czy wiele innych rzeczy. Wystarczy to w sobie zauważyć i umieć przekazać  wyjawić światu, a wtedy nagle się okaże, że te wszystkie „niedoskonałości” wcale nie są ważne, bo świat tak naprawdę nie zwraca na to uwagi, tylko my sami, poprzez zepsuty wzorzec perfekcjonizmu.

 

Daj sobie szansę

Masz czasami tak, że już nie wiesz czego chcesz? Pewnie tak, chyba każdy tak ma. Może to czas żeby właśnie się zastanowić i zdefiniować siebie samego. Wyłączyć Insta, zrobić sobie kawki i pomyśleć nad sobą, bez porównywania i czytania o tym – JAK OSIĄGNĄĆ SUKCES NA INSTAGRAMIE! Spróbuj zastanowić się nad własnymi mocnymi stronami, jak możesz je wykorzystać i co w sobie lubisz. Brzmi to jak tania recepta na samo zadowolenie, niestety, ale jest w tym prosta prawda. Straciliśmy umiejętność myślenia i zastanawiania się nad sobą. Częściej myślimy nad innymi porównując się na każdym kroku niż nad tym, CZEGO JA CHCĘ I CO LUBIĘ.

Nie musisz być gwiazdą Insta, wielką blogerką czy bogaczem żeby być szczęśliwym. Nie daj sobie tego wmawiać, ani sami nie wywierajmy na sobie takiej presji. Jest tyle dróg dających zadowolenie z życia, a tylko jedną z nich jest FEJM. A jeśli zależy Wam na tym prostym uczuciu towarzyszącym każdego dnia objawiającym się ZADOWOLENIEM z kolejnego dnia to po prostu poszukajcie w sobie siły i zastanówcie się nad sobą. I pamiętajcie, że nie ma wad, są tylko znaki szczególne.