Mając na uwadze, że nie należę do grona perfekcyjnych Pań domu ( raczej tych ch*jowych), a każdy kolejny kulinarny pomysł jest równie nieprzewidywalny co eksperyment laboratoryjny nasuwa się pewne pytanie.. Czy to w ogóle ma prawo się udać?

Proporcje i miarki to ostatnie słowa, które zdecydowanie powinnam wyhaftować na swoim kuchennym fartuszku, póki nie docenie ich wartości podczas kuchennych zmagań.
Sprawa prezencji deserów to też ciekawa kwestia.
Zmieniające się jak w kalejdoskopie koncepcje kompletnie odbiegają od ostatecznej wersji podania, ale jak widać ten wywołujący niejedną burze chaos potrafi przynieść owocne rezultaty.

Sierpniowe upały nie pozostawiały większego wyboru jak przyrządzenie ciasta, które przyniesie uczucie ochłody choć na chwilę.
Mimo wielu znaków zapytania i metody ”na oko” udało się stworzyć przepyszny mini serniczek, który nie tylko schłodził nasze podniebienia, ale również odpowiednio nasycił i dodał energii na pozostałe godziny pracy!

Składniki:

Spód:

-daktyle 1opak.
-kakao 1-2łyżeczki
-olej kokosowy 1-2 łyżki
-płatki owsiane błyskawiczne do zagęszczenia masy

Środek:

-twaróg
masło z nerkowców prażone Primavika
-żelatyna

Góra:

-dowolne owoce sezonowe

 

Przygotowanie:

Daktyle namaczamy we wrzątku ok.15min.Po ich upływie odlewamy wodę i przekładamy do blendera. Dodajemy kakao, olej i blendujemy. Dosypujemy płatki do zagęszczenia masy.
TIP od Kuby – posmarujecie dodatkowo spód masłem orzechowym!
Środkowa masa to prościzna: rozpuszczamy żelatynę we wrzątku.
Następnie blendujemy twaróg z masłem z nerkowców. Wlewamy rozpuszczoną żelatynę do masy i wykładamy na spód. Chowamy do lodówki( żeby masa stężała i głodni obserwatorzy nie pokusili się na zbyt wczesne kosztowanie).
Gdy sernik osiągnie pożądaną konsystencje, przyozdabiamy nasze dzieło owocami oraz dowolnymi dodatkami.

Niedziela jeszcze długa, do dzieła dziewczyny!